Niedawno, razem z moją niezastąpioną koleżanką Magdą, miałam okazję porozmawiać z panią Małgorzatą Regent 🙂
Zapraszamy Was do lektury !
Czy w dzieciństwie marzyła Pani o zawodzie aktora?
(śmiech) Od dziecka śpiewałam, ale o zawodzie aktora zaczęłam myśleć dość późno. Tak naprawdę, to chyba dopiero w klasie maturalnej. Jako dziecko śpiewałam w toruńskim zespole dziecięcym „Słoneczko”, później dołączyłam do Zespołu Pieśni i Tańca „Toruniacy”, dalej rozpoczęłam wieloletnią współpracę z Młodzieżowym Domem Kultury w Toruniu, gdzie kontynuowałam naukę śpiewu. Jak widać, przez miłość do śpiewu pojawiła się pasja do zostania aktorką scen muzycznych.
Czy ktoś Panią zachęcił, zainspirował do pracy w zawodzie aktora?
To, że dziś jestem aktorką musicalową w dużej mierze zawdzięczam pani Agnieszce Sowie – nauczycielce, z którą miałam zajęcia w Szkole Muzycznej im. Artura Rubinsteina w Bydgoszczy na wydziale wokalnym. To ona zauważyła we mnie jakieś predyspozycje i opowiedziała mi o Studium Wokalno-Aktorskim im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Pani Agnieszka zachęciła mnie do złożenia papierów do Gdyni i pomogła w przygotowaniu się do egzaminów wstępnych.
Ile Pani miała lat, gdy pierwszy raz zetknęła się ze sceną amatorską i profesjonalną?
Zdjęcia z rodzinnego albumu pokazują, że mała Gosia już w przedszkolu nie stroniła od występów (śmiech). Cała szkoła podstawowa to czas wielu festiwali piosenek, konkursów recytatorskich, czas występów na wielu scenach amatorskich. Przyznaję, że od najmłodszych lat towarzyszyła mi chęć występowania, od rodzinnych imprez, poprzez przedszkole i dalej szkołę podstawową oraz liceum. Nauczyciele muzyki szybko zauważali moje zainteresowania i zdolności artystyczne. Natomiast pierwsza zawodowa scena, to oczywiście scena Teatru Muzycznego w Gdyni. Pierwszy raz stanęłam na scenie będąc jeszcze na pierwszym roku studium, czyli był to rok 2004.
Jak Pani czuje się będąc częścią Teatru Muzycznego ROMA, obchodzącego w tym roku swoje dwudziestolecie?
To naprawdę duże wyróżnienie. Teatr Muzyczny ROMA jest czołowym teatrem musicalowym w Polsce. Kończąc szkołę w Gdyni, tak naprawdę gdzieś po cichu, marzeniem wielu absolwentów jest móc stanąć na deskach Teatru Muzycznego Roma. Bardzo się cieszę, że od 9 lat mogę stać na tej scenie. Jest to wielka przygoda, wspaniali ludzie, wspaniałe tytuły, wspaniali realizatorzy.
Grała Pani w wielu spektaklach – którą rolę wspomina Pani najmilej?
W pamięci aktora zapisuje się mocno pierwsza duża rola, czyli debiut. W moim przypadku była to rola Sereny Catz w musicalu „Fame” reżyserowanego przez Jarosława Stańka. Z ogromnym sentymentem wspominam moją nieśmiałą Serenkę. Ważną rolą była Beatrycze w wyjątkowym musicalu „Francesko” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Jednak rola Pepy w spektaklu „Kobiety na skraju załamania nerwowego” w Teatrze Rampa w Warszawie w reżyserii Dominiki Łakomskiej jest rolą, którą najmilej wspominam. Ta postać to dotychczas moje największe wyzwanie zawodowe i piękna przygoda. Oprócz śpiewania niełatwych songów, Pepa w czasie trwania spektaklu przeprowadza widza przez emocjonalny świat porzuconej kobiety. Uwierzcie, że to bardzo bogaty i wielobarwny świat (śmiech). Myślę, że rola Sally Bowles w słynnym musicalu „Cabaret” w reżyserii Jacka Bończyka, którą teraz przygotowuję w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, może być kolejnym bardzo ważnym punktem w moim zawodowym doświadczeniu.
Jak wspomina Pani pracę w Teatrze Muzycznym w Gdyni?
(śmiech) Gdynia, Gdynia… już na zawsze kojarzyć mi się będzie z czasem szkoły, z ludźmi z mojego roku, z czasem poznawania siebie, swoich emocji i tajników pracy w teatrze. W studium powstały niesamowite znajomości, które trwają do dzisiaj, a szkołę skończyłam już 11 lat temu (śmiech), tak – 11 lat temu, a my nadal spotykamy się czy dzwonimy do siebie. Gdyńska scena to pierwsza zawodowa scena, na której grałam i po cichu przyznam się, że mam nadzieję kiedyś jeszcze na nią wrócić. Oczywiście praca w Teatrze Muzycznym w Gdyni pozwoliła zetknąć mi się się z wieloma musicalami, oprócz wspomnianego „Fame” i „Francesco” wymienić można „Chicago”, „Footloose”, „My Fair Lady”, „Skrzypek na dachu”, „Piękna i Bestia”, „Drakula” i inne. Czas spędzony w Teatrze Muzycznym w Gdyni dał mi możliwość poznania bardzo wielu różnych musicali, różnych reżyserów, choreografów, co daje możliwość naprawdę dużego rozwoju.
Gra Pani w kilku teatrach, z którym ma Pani najlepsze wspomnienia?
Każdy teatr jest inny i wiąże się z inną historią. Nie jestem w stanie powiedzieć, z którym teatrem mam najlepsze wspomnienia, bo każdy teatr to nowe doświadczenia, nowe spotkania i wiele pięknych chwil. Każdy teatr, czy to jest Teatr Muzyczny ROMA, Teatr Rampa, Teatr Komedia, Teatr Muzyczny w Gdyni, w Łodzi, czy teraz Teatr Rozrywki w Chorzowie jest dla mnie wyjątkową przygodą.
Woli Pani grać w spektaklach o tematyce komediowej czy poważnej?
(śmiech) Hmm… w sumie trudne pytanie. Lubię spektakle, w których mam możliwość zmierzenia się z samą sobą, pokonywania swoich barier, odkrywania nowych możliwości. Oczywiście przyznam, że bardzo lubię spotykać się z tematami i emocjami trudnymi, nieoczywistymi, poważnymi. Jednak każda rola, komediowa czy dramatyczna, wymaga od aktora wysiłku i pracy, by stała się ona wiarygodna dla widza.
Co jest najtrudniejsze w występach na żywo?
W występach na żywo najtrudniejsze jest według mnie to, że dzieje się to tu i teraz, to, że one są właśnie na żywo (śmiech), że nie można niczego powtórzyć. Wymaga to od aktora ogromnego skupienia i stuprocentowej aktywności na tym, co dzieje się w tym momencie. W serialu czy w filmie zawsze można powtórzyć ujęcie, jeśli coś nie wyjdzie, a w teatrze nie. Tutaj dźwięki, muzyka, choreografia płynie dalej, akcja płynie dalej. Wszystko dzieje się raz.
Jeździ Pani na castingi do różnych teatrów, na co zwraca Pani uwagę, decydując się na udział w audycji?
Na to czy decyduję się pojechać na dany casting wpływ ma kilka czynników. Najpierw uważnie czytam charakterystykę postaci, która jest poszukiwana, czyli m.in. jaki jest preferowany wiek aktorki, jakie powinna mieć warunki fizyczne. Jeśli spełniam podstawowe kryteria, zaznajamiam się z materiałami castingowymi, mam tu na myśli piosenki oraz fragmenty scen aktorskich, które trzeba później zaprezentować na przesłuchaniu. I najczęściej na tym etapie podejmuję decyzję czy jadę na przesłuchanie. Chociaż niezupełnie… od kiedy mam dzieci, już nawet na etapie decydowania o wzięciu udziału w castingu biorę pod rozwagę potrzeby mojej rodziny.
Czy w Pani życiu zdarzały się momenty, kiedy chciała Pani zrezygnować ze sceny?
(Śmiech) I to nawet nie jeden moment (śmiech). Skutkiem chwil zwątpienia są dyplomy ukończenia kolejnych studiów (śmiech), dzięki czemu jestem aktorką oraz pedagogiem specjalnym i logopedą. Scena to magiczne i wyjątkowe miejsce, ale… w naszym zawodzie to reżyserzy oraz dyrektorzy teatrów decydują, kto na niej gra. Pięć lat temu, gdy zdecydowałam się urodzić pierwszego syna, a po kolejnych trzech latach drugiego, poczułam, że chcę mieć, oprócz aktorstwa, inne możliwości utrzymania rodziny w chwili, gdy zabraknie dla mnie miejsca na scenie. Liczę jednak, że nie stanie się to zbyt szybko (śmiech) a kto wie, może nigdy…
Ile zazwyczaj trwają próby do premiery od momentu dostania scenariusza?
Tutaj nie ma reguły. Każdy teatr, a tak naprawdę realizatorzy, czyli m.in. reżyser, choreograf, kierownik muzyczny określają czas, jakiego potrzebują na stworzenie spektaklu. Czasem wystarcza miesiąc prób, a czasem trwają one nawet pół roku. Wiele zależy od wielkości samego przedsięwzięcia, czy jest to na przykład jednoaktowa bajka czy też ogromny musical.
Trudno łączy się śpiew, aktorstwo i taniec?
Czy trudno? Odpowiem w ten sposób. Granie w musicalach czy spektaklach muzycznych wymaga od aktora naprawdę dużej sprawności oraz swobody w operowaniu swoim głosem, ciałem oraz emocjami. Trzeba być w dobrej kondycji, by w czasie szalonego tańca móc jednocześnie śpiewać, a za moment odegrać scenę tak, by widz nie bał się o zdrowie aktora (śmiech). Dlatego właśnie nieobce są nam godziny spędzone na ćwiczeniu piosenek czy często litry potu wylane podczas powtarzania układów choreograficznych.
Czym jest dla pani teatr?
Czym jest teatr… Teatr jest dla mnie niesamowitą przygodą, bywa odskocznią od codzienności, azylem, bywa drugim domem. To miejsce, gdzie tworzy się magiczny świat, gdzie spędzam wyjątkowy czas. Teatr to możliwość wcielania się w różne postaci, możliwość spotykania się z różnymi emocjami. To jest takie właśnie wyjątkowe miejsce SPOTKANIA. Spotkania ze sobą samym i z drugim człowiekiem. Tym jest dla mnie teatr.
Musicalowe marzenie, wymarzona rola…
Chyba nie będę oryginalna (śmiech), ale bardzo chciałabym zagrać rolę Fantyny w „Les Miserables”. Poza tym może Welma z „Chicago”? Kilka lat temu myślałam również o Elizie z musicalu „My Fair Lady”. Naprawdę sama jestem bardzo ciekawa z jakimi rolami dane mi będzie spotkać się w przyszłości. Czekam…
Dziękujemy!