Uważam ten spektakl za arcydzieło muzyczne. Pokazuje ostatnie dni z życia Jezusa w sposób odmienny od historii, którą wszyscy znamy. Rock i opera. Połączenie dwóch totalnie odmiennych gatunków dodaje całokształtowi świetności.
Przejdę do aktorów, którzy zasługują na ogromne brawa, ponieważ poszli na całość, dając nam ogrom wrażeń.
Jezus- Marcin Franc
Ruch sceniczny, mimika twarzy, wokal, jego wczucie w odgrywanego bohatera to coś wspaniałego!
Maria Magdalena – Agnieszka Przekupień
Rola odegrana doskonale, talent aktorski na wysokim poziomie, wpasowała się w postać jakby nią była w codziennym życiu.Wciela się również w Fantine – „Les Miserables”
Oprócz teatrów w całej Polsce, Agnieszkę możemy zobaczyć w zespole Piotra Rubika 🙂
Herod – Kamil Dominiak
Co prawda pojawił się na krótki moment, ale i tak na jego widok sprawił że na twarzy publiki pojawił się uśmiech. W tym przypadku potwierdza się zdanie:”Idealny człowiek w idealnym miejscu”.
Piłat – Piotr Płuska
Brak mi słów aby opisać ten wokal. Jeden z moich ulubionych głosów męskich.
Po spektaklu odbyło się spotkanie z czytelnikami bloga.Poniżej ich wrażenia:
Izabella Pińkowska
„Zastanawiam się, który to już raz… może szósty, może ósmy… Każda inscenizacja jest niepowtarzalna, ale gdy na scenie spotyka się TEN zespół Aktorów, to jedyne, co można napisać to milion echów i achów.
Agnieszka Przekupień – eteryczna, zmysłowa i nadzwyczajnie piękna. Wyczekiwana przeze mnie w roli Marii Magdaleny niemal przez ostatnie 365 dni. Uwielbiam wątek relacji Marii Magdaleny i Jezusa. Tę ich nieuchwytną, nienazwaną miłość. Na pustej scenie ona i on… czułe spojrzenia, wyczekujące oddechy, otulająca ich ciała rodząca się namiętność. Ponownie spotkać Agnieszkę Przekupień i Marcina Franca w tym duecie, to magiczny podarek od losu. W jej oczach zawiera się kalejdoskop uczuć i emocji kobiety, od strachu przed opinią ludzi, poprzez konsternację własną wewnętrzną przemianą, odwagę podążania za swym sercem, aż po oddanie ukochanemu. I jej nieziemsko piękny śpiew… „jak mam go pokochać…”. „Uwielbiam” jest zbyt skromnym słowem…
Michał Dudkowski – są takie momenty, które niespodziewanie rozbłysną i już zostaną w myślach, we wspomnieniach, w sercu. Taką chwilą dla mnie było przepiękne, w sposób przejmujący ukazanie zagubienia Piotra w swym człowieczeństwie. Ta chwila, gdy dokonuje wyboru, w jego mniemaniu decydującego o jego życiu lub śmierci. Ten moment tuż przed wyparciem się znajomości z Jezusem. Sekundy, gdy ciało, każdy mięsień, pokazuje wahanie, napięcie, strach, dylemat… Urzeczona tą kreacją pozostaję wciąż i wciąż…
Janusz Kruciński – dojrzałość Judasza zachwyca. Nie jest młodym wilkiem, przepojonym zazdrością o pozycję Jezusa. To tragiczna postać borykająca się między ego, a lojalnością. Wahająca pomiędzy miłością przyjaciela, a większym dobrem, jak sądzi. Jakiż on jest w wykonaniu Janusza Krucińskiego ludzki… Jakiż prawdziwy, szczery w swych rozterkach, niemal namacalny… I ta ciepła barwa głosu, zachęcająca, by mu zaufać, gdy patrzy, gdy śpiewa… Jedna chwila, jeden wybór, a konsekwencje stają się tragiczne i nieodwracalne, co Janusz Kruciński ukazał znamienicie.
Marcin Franc – dopracowany każdy gest, grymas, oddech. Pięknie ukazane przerażone spojrzenie przestraszonego samotnością człowieka… Wdzięczność i miłość wobec kobiety, wyrażone czułym spotkaniem oczu… Tysiące dylematów i rozdzierający żal wobec Boga… Wyczekiwanie i duma skatowanego, łapiącego z trudem oddech więźnia… A przez całość postaci przebijająca się młodzieńcza świeżość jaskrawego spojrzenia, zwinnych ruchów, smukłości sylwetki pełnej gracji i … żywiołowego, wspaniałego głosu… Gdy Marcin Franc wchodzi na wysokie rejestry, to ciary atakują plecy, przedramiona, a w oczach momentalnie łzy.
Piotr Płuska – powiedzieć, że wcielenie Piłata jest fenomenalne, to jakby nic nie powiedzieć. Ukazanie eskalacji emocji podczas liczenia wymierzanych Jezusowi biczy jest kreacją nie tylko o poziomie światowym lecz kosmicznym! Twarz początkowo przepełniona bezradnością przeplatającą się ze wściekłością… Tężejąca powoli wraz z każdym uderzeniem… Widz odwraca wzrok, zamyka oczy, zaciska uszy… zerka na twarz Piłata i dostrzega na niej podobne emocje. Ileż może znieść krwawiący Jezus? Ileż może znieść wyliczający ciosy Piłat, który tak niedawno łagodnie i pięknie opowiadał pieśnią o swoim śnie… Głębia jego czarownego głosu wzmaga emocje. Ma się wrażenie, iż po kolejnym uderzeniu Piłat krzyknie „dość!”, ale tak się nie dzieje… Trwający do ostatniego uderzenia spektakl, rozgrywający się także na twarzy, Piłata trwa nadal… Piotr Płuska nie stworzył postaci. Nie odegrał jedynie roli Piłata. On się nim stał…
A po spektaklu… Zaszczyt i nadzwyczajna radość spotkania z Panią Agnieszką, Panem Marcinem i Panem Piotrem. Zachwycające chwile! Czas dla widza, uśmiech dla widza, miłe słowa i gotowość, by się z widzem zobaczyć. To piękne. Tym bardziej, że Aktorzy zmęczeni, jeszcze przed demakijażem, a zechcieli przyjść. Spotkanie oczu, słów, dłoni w gestach dziękczynnych i słowa podziwu. Zbyt wiele emocji i zbyt mało czasu, a chciałoby się porozmawiać… Dziękuję Życiu, Losowi, Wszechświatowi za tę Teatralną Ścieżkę, po której wędruję, i na której spotykam nadzwyczajne osoby.”
Kinga Barabąs- Mirowska
Cóż można ofiarować aktorom, którzy od kilku lat obdarowują mnie tym, że występują w Teatrze Muzycznym w Łodzi? Uśmiechy, podziękowania, za zaszczycanie łódzkiej sceny. Kwiaty za niezliczone powody do wzruszeń nie do opisania, czy rozgrzane od braw do czerwoności dłonie, przyjemnie szczypiące. Te dowody wdzięczności są namacalne, mierzalne reszta kryje się w emocjach, sercu, które raz po raz przechodzi migotanie komór.
„Jesus Christ Superstar” to jedno z tych wydarzeń na które czekałam tak, jak kiedyś na „Metro” Józefowicza. Doczekać się, pójść raz i wystarczy. Nie, nie wystarczy. Później czeka się do kolejnego sezonu i kolejnego. Dlaczego…? Chce się oglądać, przeżywać ruch, mimikę postaci, każdej z osobna – Piotra, Jezusa, Marii Magdaleny, Piłata – nikogo nie można tu pominąć. Chce się słuchać wszystkich razem w przepięknych dźwiękach, które jak już wnikną w Widza, to wibrują po Nim całym. Ostatnie moje spotkanie z „JChS” było wyjątkowe. Świetna miejscówka, tzn. rząd , moja ukochana obsada, i co jeszcze cudowne towarzystwo, mini fanclub łódzkiej rock opery, a po spektaklu truskawka na torcie -rozmowa z aktorami i urodzinowa niespodzianka dla Marcina Franca. W zaplanowanym momencie wręczania urodzinowego kolażu było trochę oficjalnie, dalej już tylko spontanicznie. Wspólne zdjęcia ze sceniczną Marią Magdaleną, Piłatem i Jezusem, na zmianę z wyrazami zachwytu nad trzema Osobowościami. To skrót ze spotkania. Agnieszka Przekupień, Piotr Płuska i Marcin Franc w swoich teatralnych charakteryzacjach. Czy można było chcieć więcej …? Jedynie więcej słów, rozmów. Ale każdy chciał pamiątkowe zdjęcie z prześliczną Marią Magdaleną, „brudzącym” Jezusem i czarującym Piłatem.
Ostatni spektakl w sezonie i pierwsze moje spotkanie z aktorami.
Dziękuję za jedno i drugie.




