Przed Wami kolejna odsłona „Musicalowych Rozmów”.
Miałam przyjemność porozmawiać z Jankiem Traczykiem – kompozytorem, wokalistą i aktorem musicalowym.
Wywiad odbył się po koncercie w Łodzi – 04.05.2019r.
Janku, jesteś wokalistą, aktorem musicalowym. Co było pierwsze:
kariera wokalisty czy aktora? Jak zrodziła się u Ciebie pasja do muzyki, musicali?
Pierwsze było śpiewanie. Pasji do musicalu nie było kompletnie. Nigdy się nie spodziewałem, że wyląduję w teatrze. Zdawałem na „Bednarską” (przyp. Zespół Państwowych Szkół Muzycznych II st. im. Fryderyka Chopina w Warszawie). Miałem zajęcia z panią profesor, która wspomniała, że jest casting do spektaklu „Koty”. Zapytała mnie, czy nie chciałbym się przejść i spróbować. Odpowiedziałem jej, że nie lubię musicali, nie podobają mi się (śmiech). Na zajęciach w szkole, na historii muzyki rozrywkowej oglądaliśmy musicale. Nagle zobaczyłem, że to jest fajne. Po jakiś czasie się do nich przekonałem i je polubiłem.
Na YouTubie można posłuchać Twoich autorskich piosenek. Co sprawia, że piszesz i komponujesz?
Ja mam tak – na szczęście albo niestety – że zwykle tworzę z potrzeby serca, czyli gdy coś mnie męczy. Najczęściej to tak jest właśnie (śmiech). Większość piosenek piszę pod wpływem emocji. Czasami zdarza się taka myśl: „kurde, muszę napisać jakąś piosenkę”, wtedy myślę. Wygląda to tak, że siadam przy pianinie i improwizuję. Szukam w tym swoich myśli, kryjących się gdzieś pod spodem, które chciałbym wyrazić.
Czy jest piosenka, która sprawiła Ci najwięcej trudu?
Nie mówiłem chyba o tym nigdy – „Wołam do Ciebie” jest taką piosenką. Napisałem ją kilka lat wcześniej po angielsku. Miała trzy albo cztery tłumaczenia na język polski, ale żadne mi się nie podobało. Pod kątem muzycznym też ją wielokrotnie zmieniałem.
Obecna wersja tego utworu powstała po kilku latach różnych kombinacji.
Jest trudna, bo nie byłem z niej do końca zadowolony. Chciałem, żeby coś było inaczej i zmieniałem ją w nieskończoność.
Wystąpiłeś w IX edycji programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Jak się tam znalazłeś? Która przemiana była najcięższa?
Poszedłem na casting i się dostałem (śmiech).
Najtrudniejsza była chyba pierwsza przemiana w Anię Wyszkoni. To był początek, bałem się wszystkiego. Nie wiedziałem, jak to będzie wyglądać, co zrobią z moją twarzą, w jaki sposób poruszać się w szpilkach, jak mam zrobić kobiecy głos w piosence, w której bardzo trudno było go zrobić. To była bardzo trudna postać i pierwsza, więc uważam, że tam się najbardziej zestresowałem.
Obecnie grasz w „Pilotach” i w „Notre Dame de Paris”. Z kim masz więcej wspólnego: z Janem czy z Gringoire?
Ciężko powiedzieć, bo jak się okazuje, to z jednym i z drugim coś mnie łączy. Jakbym miał procentowo i matematycznie obliczyć, to pewnie z Janem mam więcej wspólnego. W normalnym życiu raczej nie zdarza mi się chodzić po ulicach w niebieskim płaszczu i z make-up’em na twarzy, więc powiedzmy, że bardziej z Janem, ale taka dusza poety, artysty też we mnie jest. Zawsze tak mam, że jak buduję jakąś postać, to szukam w sobie wspólnych cech, czegoś takiego, co ma ta postać albo co ma mieć ta postać. Próbuję czerpać z siebie i z niej.
Oprócz teatru i tworzenia muzyki, koncertujesz. Kiedy zagrałeś swój pierwszy koncert? Co czujesz wychodząc na scenę i widząc tłum ludzi, z którymi trzeba mieć kontakt?
Mój pierwszy koncert był na rynku Starego Miasta w Warszawie, w takiej jazzowej knajpie. Byłem potwornie zestresowany, plątał mi się język, nie wiedziałem co mam mówić. To były pierwsze koty za płoty. W tej chwili czuję się dużo pewniej, jest to dla mnie duża frajda i wielkie szczęście mieć kontakt z ludźmi.
Takie koncerty to spełnienie moich marzeń. Gram swoje rzeczy, przychodzą ludzie, chcą tego słuchać, mogę im o czymś opowiedzieć, gadać z nimi – oni się cieszą albo wzruszają i to jest super.
Jak się czujesz będąc częścią Teatru Muzycznego Roma?
Przyznam, że marzyłem kiedyś o tym, aby tam występować. Byłem nawet na kilku castingach, ale widocznie nie był to mój czas, żeby znaleźć się w tym miejscu. Po raz kolejny takie trochę spełnienie marzeń (śmiech).
W ogóle bardzo dobrze się tam czuję, jak w domu. Mam bardzo dobre relacje z ludźmi, twórcami spektakli, więc nie mogę narzekać.
Musicalowe marzenie, wymarzona rola?
Hmm, nie wiem, czy to jeszcze jest aktualne, ale zawsze moim marzeniem było wystąpić w „Upiorze w operze” jako Raul i w „Nędznikach” jako Marius. Powoli dochodzę do wniosku, że przede mną będą różne poważniejsze role, a nie tylko młodzi chłopcy, kochasie itd. Musiałbym na nowo się zastanowić. Co by było, gdybym miał kiedyś zagrać Upiora? No to byłoby mega wyzwanie.
Chciałem grać poetę Gringoire w „Notre Dame de Paris”, ale to się spełniło, Jan w „Metrze” to również spełnione marzenie.
Dziekuję !