Zapraszamy na rozmowę z moim ulubionym aktorem.
Na wywiad umawialiśmy się od listopada, ale ciągle nie mogliśmy się zgrać terminami. 😀
Udało się!
Przed Wami Wiktor Korzeniowski!
Jak wspominasz rolę Hymena, który był twoją pierwsza poważną rolą?
To było moje pierwsze zetknięcie ze sceną, rozpoczęcie z wysokiego „C” – Teatr Stary w Krakowie. Grałem z późniejszymi swoimi profesorami PWST.
Kiedyś „przyznałem się”, że to byłem ja (znalazło się jakieś zdjęcie), spotkałem się z bardzo sympatycznym odbiorem i zaskoczeniem, że spotkamy się znowu po paru latach.
Czy trudno jest grać kilka postaci w jednym spektaklu?
I tak, i nie – to zależy od ról, z jakimi trzeba się mierzyć. Czasami trudne są przebiórki. W „Alicji w krainie czarów” jest bardzo mało czasu na przebranie się z postaci Królika w Żabolokaja. Krótka zmiana stroju jest też w „Przypadkach Robinsona Crusoe” z Marynarza Gwiezdnej Floty w Niewolnika. Uwielbiam przebiórkę w „Pilotach” ze sceny „Angielska herbata-repryza” do „Moulin Rouge” i z powrotem do kostiumu ogrodnika na ukłony. To jest szaleństwo 🙂
Czy w dzieciństwie marzyłeś o zawodzie aktora?
Nie, nie do końca. Chodziłem do szkoły muzycznej i wszyscy uczniowie mają w głowie myśl: „ale będę grał! kiedyś będę znanym muzykiem!”. Początkowo grałem na skrzypcach, a potem przeniosłem się na puzon. Miałem ambicję, aby wyjechać do Stanów Zjednoczonych i tam studiować, ale los chciał inaczej – dostałem się do PWST w Krakowie i jestem tu, gdzie jestem (śmiech).
Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się ze sceną?
To było jeszcze przed pójściem do gimnazjum. Rola Hymena w szekspirowskim ” Jak Wam Się Podoba” w Starym Teatrze. Byłem na scenie może z 5 minut, ale wszyscy mnie zapamiętywali bo byłem najmłodszą osoba wśród obsady aktorskiej – taki rodzynek.
Jak się czujesz będąc częścią Teatru Muzycznego ROMA, który w tym roku obchodzi 20 lecie?
Pierwszym zetknięciem z Romą był musical „Koty”. Oglądałem go jako student I roku PWST. Przyjechaliśmy i zostałem zaczarowany. Bardzo chciałem tu grać. Terminy castingów zupełnie mi nie pasowały ze studiami. W końcu się udało. Dostałem zaproszenie na przesłuchanie do „Małego Księcia” i tak od 9 lat gramy ten spektakl.
Czy w Twoim życiu zdarzały się momenty, kiedy chciałeś zrezygnować z pracy na
scenie?
NIE! NIGDY! Zresztą nie miałem kiedy uciec od sceny, nawet jakbym chciał (śmiech). Miałem to szczęście, że kończąc szkołę wiedziałem, czym będę się zajmował od września. W późniejszych latach, kiedy zbliżał mi się koniec jakiegoś projektu teatralnego, na jego miejsce wskakiwało coś kolejnego. Wielki uśmiech losu. Teraz kończą się „Piloci”. Myślałem, że wakacje będę miał raczej spokojniejsze, a tu przyszła radosna informacja o moim angażu do „Rock of ages”. Wszechświat nie zna bezczynności.
Wolisz grać w spektaklach o tematyce poważnej, dla dorosłych czy w bajkach?
(śmiech) Nie mam czegoś takiego, że „wolę”. Uwielbiam GRAĆ – dla choćby jednego widza – to mi wystarczy. Nie kategoryzuję na dzieci i dorosłych. Uważam, że zarówno w bajkach, jak i spektaklach dla dorosłych należy grać dokładnie na tym samym pułapie. Trzeba traktować dzieci jak dorosłych, to jest dokładnie taki sam widz jak ten „wieczorowy”, tylko mniejszy.
Brałeś udział w kilku serialach telewizyjnych, jakie umiejętności z teatru przydały się na planie filmowym?
Na planie filmowym robi się po kilka dubli. Bardzo często dany fragment trzeba powtórzyć dokładnie tak samo, więc przydaje się ta powtarzalność, z której korzystamy jako aktorzy teatralni, spektakl w spektakl każdego wieczora. Różnią się też plany- filmowe od telewizyjnych. Seriale kręci się szybciej, jest większa presja czasu, żeby „już to nakręcić i żeby już pójść dalej”, natomiast w filmie jest większa możliwość dłubania sceny, roli. Można bardziej sobie pograć.
Jakie masz rady dla młodych ludzi chcących zostać aktorami?
Nie tracić wewnętrznego dziecka, a co za tym idzie – wyobraźni, którą niestety z czasem tracimy. Profesor Globisz jest przykładem osoby z gigantyczną wyobraźnią. Przy pomocy walizki i łopaty pokazał nam 3 główne sceny z „Hamleta”. To było niesamowite i bardzo pouczające. Trzeba pielęgnować wyobraźnię, cholernie ją szanować i rozwijać. Ona jest podstawą dla aktora i daje możliwość zagrania WSZYSTKIEGO, można grać bez rekwizytów i wykreować je w głowie, a widz to zobaczy.
Co rozumiesz pod pojęciem “teatr”?
”Teatr to życie, a życie to teatr”, jak mówi klasyk. Teatr to jest ucieczka od rzeczywistości, chociaż z drugiej strony tu można pokazać rzeczywistość, której się czasami nie dostrzega.
Musicalowe marzenie, wymarzona rola?
Nie mam jednej roli wymarzonej. Za bardzo lubię musicale, żeby chcieć zagrać tylko jedną jedyną wymarzoną. Mam słabość do: „Wicked” i postaci Boq’a… Mam słabość do „Les Miserables”, ale ze względu na to, że widziałem ten spektakl setki razy, tam mógłbym zagrać każdą z męskich ról. Jakby zrobili z „Gwiezdnych Wojen” musical, to byłbym pierwszy na castingu (śmiech).
Dziękujemy!