Magiczny świat teatru oczami Anastazji Simińskiej

Grasz w kilku teatrach – z którym masz najlepsze wspomnienia ?
Z każdym miejscem mam wspaniałe wspomnienia, ale najwięcej z Romy. Nie da się ukryć, że od ponad dwóch lat to mój drugi dom. Pilotów grałam prawie codziennie, a gdy jednocześnie był set Przypadków Robinsona Crusoe na Novej Scenie, to zdarzało się, że przychodziłam na charakteryzację o 9 rano, a wychodziłam do domu po 22.

Czym różniło się budowanie postaci Wednesday w Teatrze w Gliwicach a w Teatrze Syrena?
Na pewno w Gliwicach nie miałam takiej świadomości i pewności. Garściami czerpałam od “starszych aktorów”, jak: Tomasz Steciuk, Damian Aleksander, Marta Wiejak czy Marta Florek. Wszyscy oni plus reżyser (Jacek Mikołajczyk), plus choreograf (Ewelinka Adamska – Porczyk) bardzo pomagali mi w lepieniu tej postaci. Całkowicie zdałam się na nich, potem dołożyłam po prostu swój temperament.
Natomiast w Warszawie było inaczej. Szczerze mówiąc, czasami na próbach wznowieniowych nie mogłam się nadziwić, że coś grałam w taki sposób, a przez nagranie z gliwickiej premiery ledwo przebrnęłam. 🙂 Niesamowicie jest wrócić do tego tytułu i porównać swoje umiejętności i doświadczenie. Jestem na etapie, że nie boję się już sama czegoś zaproponować moim “starszym kolegom”. 😉

Od października w Teatrze Muzycznym Roma nowa produkcja – „Aida” – występujesz w roli głównej. Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w lepieniu roli Aidy?
Ogrom materiału.

Większe wyzwanie aktorskie czy wokalne?
Zdecydowanie aktorskie. Wierzę jednak, że jedno łączy się z drugim, nie da się zaśpiewać prawdziwie songu bez nabudowania go poprzedzającą sceną aktorską.

Jak wyglądają przygotowania do tej roli? Oglądanie filmów afrykańskich, czytanie książek?
Materiał do nauki jest tak duży, że póki co staram się go po prostu opanować na pamięć. Dużo rozmawiamy nad naszymi rolami z twórcami spektaklu, pomagają nam zrozumieć po co, kto z kim i dlaczego właśnie tak. Czytałam już o starożytnym Egipcie, a od czasu do czasu oglądam filmy albo o niewolnictwie, albo o zakazanej miłości. Tak naprawdę dopiero jak będę na sto procent pewna całego materiału, opanuję przestrzeń, rekwizyty, zrealizuję wszystkie uwagi, to wtedy będę mogła się wyluzować i myśleć już tylko postacią, moją Aidą, ale to zostawiam na sierpień, po wakacjach. 🙂

Który tytuł musicalowy jest Ci najbliższy?
Cząstka każdego jest we mnie. Ale myślę, że nie mam ich tylu w swoim dorobku, żeby wybrać jeden.

Brałaś udział w wielu zagranicznych festiwalach, który wspominasz najlepiej?
Ten w Moskwie. Miasto, ludzie, kultura, dbanie o uczestników, zapewnienie nam wszystkiego na miejscu. Wow! Moskwa jest dla mnie dosyć egzotyczna, bez okazji bym się tam na pewno nie wybrała, więc cieszę się, że przy okazji festiwalu im. Anny German mogłam zwiedzić to miejsce.

Czy w dzieciństwie marzyłaś o zawodzie aktora?
Nie. Chciałam być piosenkarką estradową, drugą Britney Spears. Gapiłam się godzinami na jej teledyski, jak i wszystkich gwiazd, które tańczyły i śpiewały jednocześnie. Tańczyłam chwilę jako dziecko taniec towarzyski, ale musiałam zrezygnować, bo nie dawałam rady łączyć szkoły ogólnokształcącej ze szkołą muzyczną i jeszcze innymi zajęciami. Wszystkie moje nagrania z dzieciństwa to występy małej piosenkarki z rajstopami na głowie, stojącej na stole i śpiewającej przy każdej okazji, na każdej imprezie i w każdym miejscu.

Czy ktoś Cię zainspirował do pracy w musicalach ?
Tak, profesor Izabella Jeżowska z PWST we Wrocławiu. To ona była moim motywatorem i dobrym duchem przygotowującym do egzaminów wstępnych. Dzięki niej trafiłam do Akademii Muzycznej w Gdańsku. A tam zrozumiałam, o co w ogóle chodzi w musicalu. Zakochałam się w tych studiach i w moim roku. Potem ruszyło się wszystko samo.

Ile miałaś lat, gdy pierwszy raz zetknęłaś się z profesjonalną sceną?
Na drugim roku studiów, czyli gdy miałam 21 lat, w musicalu „Zorro” w Teatrze Komedia w Warszawie.

Jak się czujesz będąc częścią Teatru Muzycznego ROMA, który obchodzi w tym roku swoje 20-lecie?
Wzrusza mnie to. Jestem bardzo wdzięczna, że mogę być częścią tego zespołu. Ale jeszcze bardziej wzrusza mnie myśl, że często mogę występować lub spotykać się z aktorami, którzy to miejsce budowali 20 lat temu.

Chodzisz na castingi do różnych teatrów. Na co zwracasz uwagę, decydując się na udział w audycji?
Niestety w Polsce mamy taki rynek, że raczej nie wybrzydzamy czy weźmiemy udział w castingu, czy nie. Jest ich bardzo mało. Zawsze najpierw przesłuchuję mniej więcej materiał muzyczny, czytam o spektaklu, oglądam fragmenty w internecie. Casting traktuje jako trening. Mogę ocenić swój poziom, formę i oczywiście spotkać mnóstwo znajomych. Jest to naprawdę rozwijające. A wychodzę z założenia, że każdy aktor powinien cały czas się doskonalić, trenować i po prostu rozwijać.

Jak wygląda przygotowanie aktora do castingu?
Zazwyczaj pierwszym etapem jest wysłanie CV – teatr dokonuje selekcji zgłoszeń. W drugim etapie wybranym aktorom odsyłają materiały. Idę więc do pianina, rozczytuję utwór. Potem staram się nauczyć na pamięć, pomyśleć trochę o postaci oraz w jakim momencie i dlaczego śpiewa ten utwór. Czasami dostajemy też do nauki teksty mówione.

A czym się kierujesz, gdy nie ma określonych utworów do wykonania na I etapie castingu?
Taka sytuacja miała miejsce tylko na castingu do Pilotów. Zgłosiło się ponad 600 osób. Każdy wchodził tylko na chwilkę na pierwszy etap. Chciałam więc wykonać utwór, który pokaże mój głos, ale przede wszystkim osobowość. Postawiłam na „Gimme, Gimme” z raczej nieznanego musicalu “Thoroughly Modern Millie”. Uważam, że na przesłuchaniach czy egzaminach do szkół powinniśmy stawiać na oryginalny repertuar.

Czy jest jeszcze stres przed spektaklami?
Zawsze. Ale w większości motywujący i dodający odwagi. Najgorzej jest minutę przed otwarciem kurtyny, a potem to już jest “lot”.

Co jest najtrudniejsze dla Ciebie w występach na żywo?
To, że jak pomylę słowa, to orkiestra się nie zatrzyma i trzeba sobie radzić. Czasami gotujemy się nawzajem na scenie i też trzeba to przeskoczyć – przestać się śmiać i grać dalej. Jeszcze kilka lat temu byłam bardzo krytyczna w stosunku do siebie. Jak się przejęzyczyłam na scenie to myślałam, że zaraz skończy się świat albo mnie zwolnią. A przecież jesteśmy tylko ludźmi. Uczę się cały czas dystansu, a właściwie to mąż mnie uczy :). My aktorzy pracujemy zazwyczaj wieczorami, więc na spektakl zabieramy ze sobą energię nagromadzoną z całego dnia. Stresy, przykrości, choroby, załamania, ale i sukcesy czy mniejsze radości.

Czy zdarzały się momenty, gdy chciałaś zrezygnować ze sceny?
Nie, ale oczywiście miałam kryzysy. Największy na drugim roku studiów, przed castingiem do „Zorro”. Czy ilość zajęć, którą mamy na studiach, podporządkowanie życia teatrowi, ma w ogóle sens?
Na szczęście mój Anioł Stróż popchnął mnie z myślami do przodu i pojechałam na ten casting. W tym zawodzie naprawdę wiara w siebie jest bardzo ważna. Staram się ją w największym możliwym stopniu zaszczepiać w moich studentach.

Trudno łączy się aktorstwo, śpiew i taniec?
Trzeba trochę więcej popracować wtedy nad rolą. Ale kiedy łączy się już te wszystkie elementy satysfakcja jest ogromna :).

Czym jest dla Ciebie teatr?
Moim magicznym miejscem pracy.

Musicalowe marzenie, wymarzona rola…
Ale 10 czy ile? (śmiech). Była między innymi jedna, do której wygrałam casting, ale okazało się, że jestem już za dojrzała, żeby ją zagrać i licencja się nie zgodziła. Ale wiem, że wszystko dzieje się po coś. Bo dzięki temu przyszła do mnie inna wielka rola – Aida. Jest bardzo dużo tytułów, w których chciałabym zagrać; reżyserów i choreografów, z którymi chciałabym pracować. Mój głód teatralny dopiero się zaczął i szybko się nie skończy. :))

Dodaj komentarz