Marta Zalewska – wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i multiinstrumentalistka. Absolwentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie skrzypiec, laureatka międzynarodowych i ogólnopolskich konkursów skrzypcowych oraz wokalnych. W Teatrze Muzycznym Roma gra w spektaklu „Once”.
*Rozmowę z Martą przeprowadziła Magda*
Co Cię skłoniło do wzięcia udziału w castingu do teatru muzycznego?
Była to sytuacja castingu zamkniętego, odbywającego się na zaproszenie. Dostałam informację, że będzie nowy musical w Romie, który wymaga bardzo specyficznej obsady: muszą się znaleźć muzycy, którzy nie boją się wyzwań aktorskich albo aktorzy, którzy są również profesjonalnymi muzykami, tzw. multitasking musiał być tu zawarty. To nie były przesłuchania ogólnopolskie (przynajmniej nie na tę rolę, którą ja gram).
Castingi ogólnopolskie były dopiero do ról bardzo trudnych do obsadzenia – w środowisku muzycznym nikt nie znał nikogo, kto mógłby być tańczącym ojcem i mandolinistą itd. Dlatego też ja przyjęłam propozycję przyjścia na casting i spróbowania swoich sił w takim wydaniu. Śpiewanie i granie jest dla mnie czymś naturalnym, ale tutaj miałam dodatkowo tańczyć i być aktorką.
Zawsze chciałam spróbować swoich sił w musicalu, ale, jako zawodowy muzyk, nie bardzo znajdowałam na to czas, żeby w tym kierunku pójść. Przy okazji tego, że ukazała się moja debiutancka płyta, te marzenia miały pozostać marzeniami, a jednak znalazłam czas i mogę w tym brać udział.
Czy odczuwasz jeszcze stres przed spektaklami?
Niekoniecznie, tak naprawdę dodatkowa adrenalina pojawia się oczywiście wtedy, kiedy wiem, że na widowni jest ktoś znajomy, bardzo krytyczny pod wszystkimi możliwymi względami — to są oczywiście takie osobiste odczucia. Przyznam, że nawet to lubię. My się zawsze tak samo staramy i dajemy z siebie wszystko przy każdym spektaklu. Trema u mnie chyba nie występuje, ja już na tyle dobrze poznałam swoje zadania na scenie, że nawet jakieś elementy innowacji albo lekkiej improwizacji są dozwolone, co świadczy o tym, że czujemy się swobodnie, bez stresu.
Trudno łączy się aktorstwo, śpiew, taniec i grę na instrumencie?
Dość trudno, ale jak już się uda, daje to olbrzymią satysfakcję.
Ja od dziecka staram się nie ograniczać w rozwoju wielopłaszczyznowym artystycznie, więc to nie było pierwsze w życiu moje trudne wielozadaniowe wydarzenie.
Natomiast po raz pierwszy musiałam śpiewać i grać na skrzypcach. Owszem, przeprowadzałam własne, prywatne eksperymenty w tym kierunku, więc jakieś przygotowanie już do tego miałam. To jest dość trudne, bo skrzypce są instrumentem, który nie ma progów, więc to, gdzie nacisnąć lewą ręką na gryfie weryfikuje wyłącznie nasz słuch. Natomiast, jeżeli w ten sam sposób skupiamy się wyłącznie słuchem i korygujemy wysokość dźwięków, które chcemy wydać głosem, to mózg trzeba podzielić na dwie równe części i jakoś to ogarnąć (śmiech). Można dojść do wprawy. W spektaklu “Once” jest dodatkowa trudność, że w tym samym czasie trzeba tańczyć. Każdy z naszej obsady musiał nad czymś się więcej pochylić.
Dla mnie najtrudniejszy był utwór, w którym tylko śpiewam i tańczę, nazywa się on ,,Ej, pada, pada”, jest polką zupełnie etniczną. Nigdy ludowych tańców nie tańczyłam, w zasadzie to za nimi nie przepadam, więc tak jak kocham przychodzić na dyskotekę i tańczyć – taniec jest dla mnie naturalny i bardzo go lubię – to jednak nie w każdym gatunku. Z pozoru naturalny dla nas słowiański rytm i ruchy powinny być łatwe, a ja się nie potrafiłam tego nauczyć… A miałam jeszcze śpiewać. Teraz już nie sprawia mi to trudności, ale pamiętam, że było to dla mnie spore wyzwanie.
Jak się czujesz będąc częścią TM Roma, który obchodzi w tym roku swoje 20lecie?
Fantastycznie! Pamiętam, że pierwszy raz pojawiłam się w Romie (na widowni) jako 8-letnia dziewczynka na spektaklu “Piotruś Pan” wystawianym na dużej scenie. Wówczas mój kolega grał główną rolę, więc podeszłam do tego bardzo osobiście. Było to coś absolutnie wyjątkowego i od tamtej pory już wiem, że jeżeli teatr muzyczny i musical w Warszawie – to Roma. Udało mi się kilkukrotnie występować w orkiestrze (skrzypce, altówka) w “Ale musicale!”. Jeździłam też z orkiestrą na wyjazdy.
To była zwykła praca muzyka okraszona tym uczuciem, że siedzisz w orkiestrze i myślisz sobie “o jak fajnie! fajnie byłoby spróbować tego, co aktorzy, wokaliści, tancerze przede mną wyprawiają”, trochę tęskniłam do tego. To, żeby tam pracować stanowiło jedno z moich marzeń, spełniło się i jestem szczęśliwa.
Czym jest dla Ciebie teatr?
Teatr jest jedną z fantastycznych dziedzin sztuki, a sztuka jest czymś, co jest dla mnie najważniejsze. Chociaż jestem muzykiem, to do tego miejsca jest mi bardzo blisko i zawsze lubiłam się tam znajdować zupełnie dla własnych wrażeń, jako publiczność.
Teatr ma w sobie magię wciągania w historie, których nie przeżywamy na co dzień. One (te historie) zostają z nami na dłużej.
Teatr jest też fantastyczny, ponieważ może nieść czystą rozrywkę, a może też być potwornie głębokim przeżyciem w ogóle nie rozrywkowym – bardziej transcendentnym i zmuszającym do refleksji. To jest olbrzymia przestrzeń do popisu i do poruszenia ludzkiego umysłu , serca i do zapadnięcia w pamięć. Myślę, że życie człowieka bez teatru to jak życie bez ręki, nogi.
Planujesz wziąć udział w castingach do następnych spektakli, musicali?
Podobało mi się to wszystko do tej pory (śmiech). Być może moja historia nie jest jeszcze zamknięta. Ja się nie zamykam na życie w żaden sposób, zobaczymy co ono przyniesie.
Skupiam się teraz na własnej muzycznej karierze, na promocji mojej autorskiej płyty. Nie znaczy to, że wykluczam kolejne epizody aktorskie/ aktorsko muzyczne/ teatralne w moim życiu. Przyznam, że gdyby gdziekolwiek był w moim zasięgu realizowany “Hair”- klasyk – to byłabym pierwsza w kolejce i czekałabym od kilku dni, żeby się dostać na casting (śmiech). Bardzo lubię tę historię, hipisi to jest, coś czym się interesuje od dziecka. Fascynuję się latami 60. XX wieku, więc gdyby to był “Hair”, to nawet zawalczyłabym o posadę w obsadzie. Namawiałam dyrekcję Romy, żeby wystawić ten spektakl, co ciekawe, nie jestem jedyną osobą która o to prosiła.
Dziękuję za rozmowę!