Musical w świadomości społecznej plasuje się raczej jako rozrywkowy gatunek. Trudno więc się dziwić, że część znajomych, kiedy mówię im o tym tytule, patrzy na mnie z dużym niedowierzaniem. Jak to tak – śpiewać o chorobie? Jak to tak, płakać na musicalu? Za realizację tego nagrodzonego w 2010 roku Pulitzerem tytułu wziął się zespół Teatru Syrena i co z tego wyszło?

Zasiadając od lat na przeróżnych teatralnych widowniach, uważałam się raczej za widza trudnego do „ruszenia”. Rzeczywiście – ilość razy, podczas których na teatralnej widowni leciały mi łzy można dalej policzyć na palcach jednej ręki. Do tej pory pamiętam, że pierwszy raz w życiu emocje puściły mi pod koniec inscenizacji „Lotu Nad Kukułczym Gniazdem” Teatru Powszechnego w Warszawie, którą wznowiono w 2009 roku w reżyserii Jana Buchwalda. Tam fragmentem scenografii była dyżurka pielęgniarek, której szyba się palcowała i która osobiście mnie właśnie kojarzy się z minimalistyczną scenografią Mariusza Napierały wykorzystaną w „Next to Normal”. Pośrednio te dwa tytuły łączą się.
„Next to Normal” to wszystko, czego w musicalu raczej nie spodziewacie się znaleźć. Na scenie pojawia się tylko sześciu aktorów, nie ma spektakularnych choreografii, schodów, tanich romansów, jazzowych rąk czy epickich numerów tanecznych. Jest za to ogrom przeróżnych emocji, mnóstwo znakomitej muzyki, wartka akcja, cięte riposty i znakomite aktorstwo.

Zaczynając omawianie tego tytułu, trzeba złożyć przede wszystkim gratulacje na ręce Katarzyny Walczak. Rola Diany w spektaklu sama w sobie nie jest łatwa, a na krótko przed premierą okazało się, że pani Katarzyna będzie musiała poradzić sobie w niej zupełnie sama. Współpracę z teatrem w niejasnych okolicznościach rozwiązała bowiem szykowana do pierwszej obsady Anna Sroka-Hryń. Z postawionego przed nią zadania Walczak wyszła obronną ręką, kreując autentyczną, znakomicie śpiewającą postać, w której dramat widz błyskawicznie wsiąka. Zaskakuje, szokuje i budzi podziw lekkość i łatwość z jaką przedstawiana przez nią postać przechodzi z jednego stanu emocjonalnego w drugi – skrajnie różny, a do głębi poruszają wykonania „I Miss the Mountains” czy „I Dreamed a Dance”. Nic tylko przyklasnąć decyzji teatru o tym, żeby znakomitą kreacją Walczak podzielić się z jak największą ilością widzów i nie szukać dla niej zmienniczki.
Postać Dana Goodmana, czyli męża Diany i człowieka, który trzyma na sobie tak naprawdę cały dom kreują naprzemiennie Przemysław Glapiński i Damian Aleksander. Pierwszy z nich po raz kolejny udowadnia kreacją tej roli to, jakim znakomitym jest artystą. Laureat Teatralnej Nagrody Muzycznej im. Jana Kiepury 2019 dla najlepszego wokalisty musicalowego tworzy realistyczny obraz ojca, któremu coraz ciężej jest radzić sobie z opieką nad chorą psychicznie żoną, oraz dorastającą córką – zwłaszcza kiedy sam ma pewne problemy. Bezbłędnie zagrana scena pożegnania z Gabe’m była jednym z tych
momentów, który doprowadził mnie do płaczu. Zawiodła mnie za to kreacja tej roli w wykonaniu Damiana Aleksandra. To uznana marka na polskiej scenie musicalowej, jednak zabrakło mi subtelniejszych środków aktorskiego wyrazu, wyczucia i wyraźniejszego nakreślenia faktu, że Dan jest ojcem rodziny i częściowo przez to właśnie nie radzi sobie z życiem.
Wielkim talentem, który odkryłam dzięki realizacji „Next to Normal” jest Karolina Gwóźdź. Wystarczy chwila oglądania jej w roli Natalie, żeby zauważyć, że warszawska Akademia Teatralna właśnie kształci kolejny talent. Idealnie uosobiona neurotyczność postaci i jej codzienne zmaganie się z przebiciem się do świadomości matki, połączone z dobrym wokalem sprawiły nie raz, że po mojej twarzy ciekły łzy, ponieważ to z rolą Natalie prywatnie odczuwam największą bliskość.
Fascynującą możliwością było obejrzenie zarówno Marcina Franca jak i Piotra Janusza w roli Gabe’a. Bardzo ciężko jest napisać coś więcej o tej roli bez zbytniego zdradzania fabuły, ale warto podkreślić, że obaj panowie zupełnie różnie ją kreują. Gabe w wykonaniu Marcina chwilami jest wręcz przerażający, a w wykonaniu Piotrka jest jak wyraźna, żywa iskierka. Oba te podejścia bardzo dobrze sprawdzają się na scenie.
Nieco mniejsze role to Henry, chłopak Natalie. Miałam w tej roli przyjemność na obu spektaklach obejrzeć Macieja Dybowskiego, który bardzo wiarygodnie wypada jako punkt oparcia dla Natalie w tym jakże trudnym świecie, nie uciekając za bardzo w sztampową kreację przyjaranego nastolatka.
Nieoczywistą, ale piekielnie ciekawą rolę jako Dr Fine/Dr Madden ma do zagrania Marcin Wortmann. Wielkim plusem w porównaniu do oryginalnej wersji musicalu jest tu wyraźna kreska postawiona pomiędzy jednym a drugim z lekarzy. Zarówno jako szalone, chociaż zimne oblicze medycyny, jak i alternatywny terapeuta, Wortmann sprawdza się znakomicie.

„Next to Normal” to realizacja silna dzięki znakomicie dobranej obsadzie, scenografii, ruchowi scenicznemu, drobnym dotykom realizacyjnym, takim jak kostiumy odpowiadające sobie kolorystycznie w pewnych momentach, oraz dzięki elementowi charakterystycznemu dla każdej z premier Jacka Mikołajczaka – czyli tłumaczeniu. Polski tekst „Next to Normal” zawiera w sobie kilka bardzo zgrabnych nawiązań popkulturowych, które wywołują na widowni śmiech. W mojej opinii jest to absolutnie premiera sezonu 2018/2019 i kawał bardzo dobrego teatru. Takiego, który zmusza widza do myślenia, wywołuje w nim emocje i zostawia po sobie jakiś ślad.
Autor: Justyna Żółkiewska