
Przed Wami już przedostatnia rozmowa z cyklu „Rozmowy Musicalowe”.
Weronika Bochat
Wokalistka, aktorka i trenerka wokalna. Śpiewa od najmłodszych lat. Zdobywczyni wielu nagród głównych na najbardziej prestiżowych festiwalach piosenki.
Dwukrotnie reprezentowała Polskę na festiwalach Eurovision Song Contest. Przez kilka lat prowadziła program 5-10-15 w TVP1. Regularnie nagrywa piosenki dla dzieci i młodzieży, prowadzi koncerty i festiwale. Współorganizuje warsztaty wokalne oraz udziela prywatnych lekcji początkującym wokalistom. Zajmuje się także dubbingiem.
Czy w dzieciństwie marzyłaś o zawodzie aktorki?
Nie (śmiech). Kompletnie nie marzyłam o zawodzie aktorki, zawsze jednak moje dzieciństwo było związane z muzyką. Zależy też, co rozumiemy pod hasłem „dzieciństwo”, dlatego że jako pięcio-, sześciolatka zostałam zapisana na zajęcia rytmiki i wtedy, śpiewając piosenkę „Była sobie żabka mała”, już zaczęłam jeździć na konkursy. Stąd zawsze bardziej związana byłam ze śpiewem niż aktorstwem. Śpiew był moją miłością od zawsze.
Jak zaczęła się Twoja historia z teatrem, aktorstwem?
Było to 14 lat temu, gdy w Teatrze Muzycznym Roma ogłoszono casting do „Akademii Pana Kleksa”. Postanowiliśmy razem z rodzicami, że mogłabym wziąć w nim udział, szczególnie że zawsze bardzo podobały mi się musicale wystawiane w TM Roma, jak na przykład „Koty” i „Grease”. Pamiętam, że w domu inscenizowałam sobie, że gram w tych spektaklach – robiłam sama scenografię i układałam choreografię. Pojechałam na casting i okazało się, że jestem w grupie dzieci, które dostały się do tego musicalu. I tak się to wszystko zaczęło. Wiązało się to z przeprowadzką do Warszawy i przez to dość wcześnie zaczęłam życie zawodowe.
Czym jest dla Ciebie teatr?
Wydaje mi się, że na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Teatr jako miejsce jest absolutnie wyjątkowy, ponieważ spotyka się tam kilkadziesiąt, czasami kilkaset osób, które pracują na sukces jednego przedstawienia i każdy w swoim departamencie dokonuje wszelkich starań, żeby ten cały trud związany z przygotowaniem wypalił na premierze. Teatr, jako szeroko pojęta sztuka, tak naprawdę codziennie jest dla mnie czymś innym. Dlatego nie umiem powiedzieć jednoznacznie, czym dla mnie jest teatr. Dzisiaj są to dla mnie emocje silnie związane z musicalem „Next to normal” – na tym się koncentruję i to, co robimy, to jest dla mnie teatr w 100%.
Pracę w którym teatrze wspominasz najmilej?
Powiem szczerze, że nie mogę podać takiego jednego miejsca. Najdłużej pracuję w Teatrze Muzycznym Roma, gdzie mam wielu przyjaciół i życzliwych mi ludzi. Tam też, podpatrując kolegów, jeszcze nie studiując – już „studiowałam”. Teatr to są ludzie, bardzo wrażliwi ludzie, więc ciężko mi powiedzieć. Nie śmiałabym wybrać jednego miejsca.
Jak wspominasz pracę w Teatrze Muzycznym Roma?
Bardzo ciepło. Zresztą nie można chyba tu mówić o „wspominaniu”, ponieważ ciągle tam pracuję, choć w trochę w innej roli – wspieram wokalnie kolegów śpiewając w tak zwanym „kanale” w orkiestronie, w chórku, który pomaga aktorom na scenie. Jest to również bardzo fajna praca i tak naprawdę z Romą nigdy się nie rozstałam.
Która z Twoich ról scenicznych była najtrudniejsza do stworzenia?
W zasadzie nie ma dla mnie czegoś takiego jak prosta postać do stworzenia, ale zdecydowanie najtrudniej było mi grać nastolatkę, Natalię Goodman, gdy byłam w stanie wyjątkowym – pod koniec 7 miesiąca ciąży. Nie ukrywam, że to była trudność. Chcąc przytulić mojego scenicznego partnera – Henry’ego, zahaczałam go brzuchem.
Wolisz grać w spektaklach dramatycznych czy musicalach? Co jest bliższe Twojemu sercu?
Bliższy mojemu sercu na pewno jest musical, dlatego że w tym gatunku jestem od dawna. Nie oddzielałabym aktorstwa dramatycznego od musicalowego. W szczególności, że teraz coraz więcej spektakli, nawet tych dramatycznych, ma w sobie wątki muzyczne. Natomiast ja absolutnie uwielbiam muzykę w przedstawieniach, więc to jest na pewno bliższe mojemu sercu. Ale również doceniam to, że mogłam w mojej szkole zetknąć się z takim typowo dramatycznym teatrem.
Dubbing czy aktorstwo dramatyczne – które jest lepiej wykonywać?
Znowu nie potrafię tego porównać. Gdy dubbingujesz, postać już jest zagrana bądź zanimowana. Jest to ekscytujące zobaczyć jakąś dziewczynę, czasami chłopaka, który mówi twoim głosem i jest to dla mnie zupełnie inna sfera. Jednak tak samo dużo radości sprawia mi to, kiedy ktoś do mnie pisze i mówi, że usypia dziecko przy piosence „Pół kroku stąd” z „Vaiany”, jak gdy ktoś przychodzi po spektaklach i mówi, że bardzo mu się podobało to, co zrobiłam. Więc dla mnie to identyczne emocje.
Czy zdarza Ci się oglądać produkcje do których podkładałaś głos?
Tak! Staram się to robić, chociaż, wiadomo – nie jest tak, że szukam „na siłę” produkcji, w których grałam nawet w najmniejszym gwarze. Natomiast to, co jest dostępne, szczególnie duże filmy, staram się obejrzeć i robię to z pełną radością.
Największa rola dubbingowa?
“Vaiana – skarb oceanu” – zdecydowanie.
Musicalowe marzenie, wymarzona rola?
Nie wiem czy swoją przyszłość wiążę z w 100% z teatrem, więc mogę powiedzieć, że na ten moment mojego życia gram role, które są dla mnie bardzo ważne i stanowią dla mnie duże wyzwanie. Mogę śmiało stwierdzić, że się spełniam.
Dziękuję za rozmowę!