„Każda rola jest ciekawa pod względem jej budowania…”, Piotr Janusz o byciu aktorem

Witajcie:)!
Serdecznie Was zapraszam do przeczytania rozmowy z Piotrem Januszem.

Część z Was może go kojarzyć ze spektaklu „Piloci”, gdzie wcielił się w rolę Stefana, w obecnym tytule – „Aidzie” gra postać Mereba.
Ponadto można to zobaczyć w spektaklu „Next to normal” – Teatr Syrena, gra Gabe’a.

Jak wyglądały Twoje początki z aktorstwem?
Od małego śpiewałem w takim chórku dziecięcym w Bielsku-Białej, skąd pochodzę. Pewnego dnia dowiedziałem się, że w Warszawie w Teatrze Roma jest casting do „Akademii Pana Kleksa”, ponieważ chłopcy, którzy grali tam główne role przechodzili mutacje i trzeba było znaleźć kogoś nowego na ich miejsce. Pojechałem na ten casting, dostałem się i chyba wtedy to się zaczęło, bo, poza tym, że trzeba było zaśpiewać, to jeszcze trzeba było na scenie jakoś się zachować, zagrać. To był 2008 rok.

Na swoim koncie masz, oprócz ról scenicznych, także role w filmach, jak i role dubbingowe. Czy któryś z tych rodzajów aktorstwa jest Ci szczególnie bliski?
Chciałbym być zwolennikiem tego, że aktorstwo filmowe nie różni się od aktorstwa teatralnego. To znaczy jeżeli chodzi o sposób kreowania – przynajmniej tego mnie uczono w szkole i tak chciałbym prowadzić się w tym zawodzie. Ale zaczynam zauważać, że na takiej wielkiej scenie, jak na przykład ta w Teatrze Roma, niektórych rzeczy, które kamera by wychwyciła, rzeczywiście nie widać – ludzie z ostatniego rzędu nie są w stanie dojrzeć pewnych niuansów. W związku z tym wybrane czynności, gesty, muszą być rzeczywiście większe. Jeszcze mam za mało doświadczenia, żeby powiedzieć, co mi się bardziej podoba. W każdym razie, jeżeli zarówno w teatrze jak i w filmie jest prawda, to to zawsze przejdzie – i przez rampę, i przez kamerę, więc chyba nie ma jakiejś szczególnej różnicy. W dubbingu jest troszkę inaczej, ale tutaj też ratuje nas uczciwość w przekazywaniu właściwych emocji. Jeśli jest prawda w aktorstwie, to wszystko przez widza zostanie zaakceptowane.

Czym jest dla Ciebie teatr?
Miejscem pracy. Miejscem pracy, w którym mogę poszukiwać siebie. Mogę się tam w jakimś sensie realizować. Do tego się przygotowywałem przez ostatnie kilka lat i teraz tam akurat mogę sprawdzać czy to, czego się nauczyłem, jest akceptowalne, czy się sprawdza, czy daje mnie samemu i innym satysfakcję.

Dlaczego zdecydowałeś się pójść w musical?
Jeżeli chodzi o studia, to było tak, że ja akurat dostałem się na taki kierunek, który jest kierunkiem muzycznym (Wydział Aktorski, kierunek Aktorstwo Teatru Muzycznego) i przez to, że mieliśmy zajęcia wokalne i ja też od dziecka śpiewałem, to była taka dodatkowa rzecz, z której mogłem skorzystać teraz, wychodząc ze szkoły i jakoś próbując się odnaleźć na rynku pracy. Właśnie ta wokalna umiejętność pozwoliła mi startować w castingach do musicali i właściwie nie roznosiłem CV do innych teatrów póki co. Do Romy trafiłem będąc na czwartym roku studiów i teraz od razu wszedłem w kolejny tytuł i w związku z tym, niespecjalnie potrzebowałem szukać jakichś innych miejsc zatrudnienia. Ale nie twierdzę, że zostanę w musicalu na zawsze. Chciałbym poszukać też czegoś takiego, gdzie nie trzeba koniecznie śpiewać, gdzie piosenka nie narzuca formy. Bo jednak to jest coś, na co widz musi się zgodzić, przychodząc do teatru muzycznego – że będą prawdziwe emocje, ale będą one zaśpiewane, więc to jest jednak coś innego, niż taki stricte dramatyczny spektakl, bez piosenek. Dlatego nie wydaje mi się, żebym na stałe określał się jako aktor musicalowy, aczkolwiek cieszę się, że mogę również w takich produkcjach brać udział.

Którą ze swoich dotychczasowych ról uważasz za największe wyzwanie?
Za dużo ich nie zagrałem jeszcze, ale z tego, co grałem do tej pory, a biorę pod uwagę trzy role, te, które zrobiłem po szkole, bo jeśli chodzi o te przed szkołą, to nie chcę się wypowiadać na ich temat, uważam, że były trochę nieświadome – to w pewnym sensie każda była podobnym wyzwaniem, zwłaszcza jeśli chodzi o całkowite zrozumienie postaci.
Na pewno trudną rolą była rola Gabe’a w „Next to normal” pod względem technicznym, dlatego że tam trzeba śpiewać dosyć wysoko i musiałem poświęcić sporo czasu, żeby ustawić sobie te wszystkie dźwięki. Ale wydaje mi się, że przygotowywanie każdej roli jest tak samo ciekawe i trudności są podobne, to znaczy trzeba się dowiedzieć jak najwięcej o bohaterze, w którego skórę mamy wejść i odpowiedzieć sobie na mnóstwo pytań z nim związanych. To jest ta najcięższa praca – żeby zgromadzić jak najwięcej informacji o tym, kim jesteśmy, co będziemy robić na scenie, wobec kogo, kim są nasi współtowarzysze, kim my jesteśmy dla nich, jaki mamy cel i tak dalej.

Co dla Ciebie znaczy rola Gabe’a w „Next to normal”, który jest musicalem o szczególnej tematyce?
Ten spektakl jest o tyle ciekawy, że to nie jest musical, który jest jednocześnie show. Dotyka trudnego tematu choroby dwubiegunowej i, pomimo tego, że właściwie jest prawie cały śpiewany, to doskonale ukazuje całą warstwę dramatyczną dlatego, że muzyka jest idealnie napisana pod kątem emocjonalnym i bardzo trafnie pomaga wyrażać to, co jest w słowach. Gabe jest ważnym elementem całej układanki, ale to właśnie odrębność tematyczna tego przedstawienia sprawia, że staje się on szczególny. Cieszy mnie fakt, że jest to przykład musicalu, którym można opowiadać o poważnych, wzruszających i zmuszających do refleksji sprawach. Ludzie raczej nie kojarzą hasła „musical” z taką tematyką i dobrze, że przychodząc na „Next to Normal” mogą się zaskoczyć.

Jakiej roli w życiu byś nie zagrał?
Chyba wszystko chciałbym zagrać, bo to rozwija, uczy, pozwala odnajdywać w sobie jakieś zakamarki, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Chyba nie chciałbym się ograniczać.

A czy masz jakąś szczególną rolę, którą chciałbyś zagrać?
Też chyba nie. Wszystko wydaje mi się być wyzwaniem, nieważne, co by to było. Każda rola jest ciekawa pod względem jej budowania, więc wszystko chciałbym zagrać, jeżeli tak mnie życie poprowadzi.

Dodaj komentarz