Debiutująca na scenie profesjonalnej młodziutka artystka zaskakuje doświadczeniem i umiejętnościami, które wytrwale doskonali od dzieciństwa. W rodzinnym Tarnobrzegu ukończyła szkołę muzyczną I stopnia w klasie fortepianu i klarnetu, a wokalno-aktorskie szlify zdobywała na licznych warsztatach. Wyróżnionej nagrodami Ogólnopolskiego Konkursu Piosenki „Wygraj sukces” w Tarnobrzegu oraz Festiwalu Piosenki Aktorskiej, Filmowej i Musicalowej w Rzeszowie Joannie Gorzale nie jest obcy świat teatru muzycznego. Na scenie Sandomierskiej Szkoły Musicalu miała okazję zmierzyć się z innymi kultowymi musicalowymi rolami – Velmy w „Chicago” czy Mimi z „Rent”. (źródło)
Dlaczego wybrałaś teatr, a może to on wybrał Ciebie?
Myślę, że jedno i drugie. Moim marzeniem było pracować w teatrze, nie od zawsze, ale zdecydowanie od dłuższego czasu. Dlatego skupiłam się na tym, by dobrze przygotować się do egzaminów na studia musicalowe i dać sobie szansę na spełnienie go. Dlaczego teatr? Emocje towarzyszące występowaniu na scenie są nie do podrobienia. Uważam, że satysfakcja oraz czerpanie przyjemności z tego co robisz są bardzo ważne w drodze do bycia po prostu szczęśliwym i spełnionym. Do tego bliskość widowni, która motywuje do tego, żeby zawsze „być” na sto procent, wszystko dzieje się na żywo, nie ma drugich szans. To jest piękne!

Która miłość pojawiła się pierwsza – do teatru czy do śpiewu?
Zdecydowanie do śpiewu. Dopiero po kilku latach śpiewania zainteresowałam się teatrem i postanowiłam rozwijać się także aktorsko. Zawsze jednak to śpiew był dla mnie „tym czymś”, do czasu, aż miałam szansę zagrać w amatorskiej produkcji musicalu „Przebudzenie wiosny” w Sandomierzu. Zobaczyłam jak wspaniałe jest tworzenie roli. Teraz moje serducho jest o ten jeden procent bliżej śpiewu, ale kocham obie dziedziny!
Kiedy w Twoim życiu pojawił się musical?
W trakcie warsztatów musicalowych MUSICAMP organizowanych przez Agnieszkę Przekupień. Zauważyłam, jak wspaniale jest łączyć trzy elementy – taniec, śpiew i aktorstwo, i tworzyć coś o zupełnie innej jakości. Uwielbiam wyzwania, a musical zdecydowanie tym dla mnie był. To wtedy dowiedziałam się, że musical to nie tylko „Metro”… (śmiech)
Czym się kierujesz zgłaszając się na casting?
Szczerze mówiąc, to byłam tylko na dwóch. Moim pierwszym był ten do „Miss Saigon”. Zostałam do niego namówiona, ponieważ sama w ogóle nie brałam pod uwagę udziału w castingach już teraz. Zaplanowałam sobie, że najpierw pójdę na studia, wszystkiego się nauczę a potem będę się modlić o to, żebym miała szansę w tym zawodzie pracować (śmiech). Wracając do pytania, mogę powiedzieć jedynie czym będę się kierować idąc na kolejne castingi. Na pewno własnymi warunkami, ważne żebym do roli pasowała i ją polubiła. Nie mam zamiaru pozbawiać się wyzwań. Tak jak wcześniej wspomniałam, lubię mieć pod górkę (śmiech), ale nie do każdej roli można się dopasować.
Jak zaczęła się przygoda z rolą Kim?
Muszę się przyznać, że początkowo byłam dosłownie przerażona tym, czego się podjęłam. To był skok na głęboką wodę … Pamiętam, że na pierwszej próbie muzycznej byłam tak zestresowana, że bałam się do kogokolwiek odezwać. Chciałam się schować w kącie, żeby nikt mnie nie widział. Jak pierwszy szok minął, to było tylko lepiej.
Co według Ciebie powinien mieć aktor wcielający się w swoją rolę w spektaklu?
Nie powiem, że wykształcenie, bo sama wykopię dołek pod sobą (śmiech). Myślę, że odwagę, ale też pokorę. Tworząc postać wkładamy w nią całych siebie, ale jest z tyłu głowy świadomość, że nie każdemu widzowi się nasza praca spodoba, choćbyśmy włożyli w nią całe serce. Tak już jest. Ważne, żeby dalej robić swoje jak najlepiej i przyjmować konstruktywną krytykę.

Jak wspominasz swój debiut teatralny?
Jak na ten moment to najpiękniejsza przygoda mojego życia – zagrać w profesjonalnym teatrze i to jeszcze w takim tytule jak „Miss Saigon”. Długo nie mogłam w to uwierzyć i cieszyłam się z każdego dnia, który mogłam spędzić na próbach. Oczywiście nie był to łatwy czas, bo miałam zaszczyt pracować ze wspaniałymi ludźmi z doświadczeniem, a ja jako „świeżak” próbowałam dawać radę i nie odstawać od innych. Były lepsze i gorsze dni, ale dzięki pomocy całej obsady, nauczyłam się przez ten czas bardzo dużo. Zobaczyłam jak wygląda praca w teatrze i w co ja się tak naprawdę wpakowałam (śmiech).
Czym jest dla Ciebie teatr?
Teatr jest takim miejscem, gdzie można uwolnić emocje, niezależnie od tego, czy się występuje na scenie, czy ogląda spektakl. Chyba dlatego jest taki wyjątkowy, bo porusza i angażuje obie strony. Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by poruszyć tak wiele aspektów.
Musicalowe marzenie, rola?
Po prostu grać! Jestem w takim momencie, kiedy powinnam zdecydować, co ja chcę w tym życiu robić. I mam zamiar iść dalej w kierunku musicalu, teatru. Dlatego moim musicalowym marzeniem jest musicalowe życie! (śmiech) Co do roli, moją cichutką nadzieją jest zagrać rolę Elphaby z „Wicked”. Ale jest tyle pięknych musicali, te starsze, które są po prostu klasyką i te nowsze, które wprowadzają świeżość. To niemożliwe wybrać! Zatem pozostaje grać, grać, grać!