I wanna rock!

Czy zdarzyło Ci się kiedyś być na tym samym spektaklu dwa dni z rzędu? Tak? To wiesz o czym mówię. Nie? Przy najbliższej okazji polecam tak zrobić. Osobiście tego doświadczyłam. „Rock of Ages” to na ten moment mój ulubiony tytuł w Teatrze Syrena. Dlaczego? Powodów jest kilka. Zacznijmy od początku. Spektakl przenosi nas do roku 1987, Los Angeles, dokładniej do Bourbon Room. Kiedyś najsłynniejsza rockowa dziupla i wylęgarnia talentów przy Sunset Strip, dzisiaj podupadający, żyjący dawną sławą klub prowadzony przez dwóch przyjaciół – Denisa i Lonny’ego. To właśnie w to miejsce przyjeżdża Sherrie – dziewczyna marząca o karierze aktorki, i poznaje Drew – młodego, dobrze zapowiadającego się rockmana. Pewnego dnia do Bourbon dociera wieść, że burmistrz dał się przekupić i oddał miasto deweloperom, co oznacza koniec istnienia klubu. Właściciele klubu, chcąc ratować to miejsce, wpadają na pomysł organizacji koncertu wielkiej gwiazdy Stacee Jaxxa i jego grupy Arsenal. W tym momencie następuje całkowity zwrot akcji… Co wyniknie ze znajomości Sherrie i Drew? Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Bourbon Room zostanie ocalone?

Kupcie bilety i zobaczcie sami!

Byłam na „Rocku…” już 9-ty raz i śmiało stwierdzam, że reżyser wywiązał się ze swojego zadania w 200%. Podobno największą trudność sprawiło tłumaczenie, wersja z Broadway’u jest bardziej brutalna pod względem słownictwa.

Choreografia – Jarosław Stanek. Jak to on – zrobił kawał dobrej roboty. Zespół tańczy dobrze, jest dynamiczny i świetnie zgrany. Między innymi dzięki choreografii podczas finału chce się wstać i tańczyć z zespołem. Scenografia – Mariusz Napierała  Elementem, który szczególnie przykuł moją uwagę, był wystrój sceny. W porównaniu z innymi spektaklami (nie tylko tymi z Teatru Syrena), które dotychczas miałam okazję zobaczyć, uważam, że scenografia w spektaklu „Rock of Ages” jest najlepszą, jaką widziałam. Chylę czoła przed Mariuszem Napierałą, odpowiedzialnym za stworzenie klimatu epoki rocka. Zastosował elementy, które sprawiły, że czułam się jakbym była w tamtym miejscu. Wiecie, taka podróż w czasie.

Obsada Widziałam już wszystkie obsady i muszę przyznać, że reżyser dokonał najlepszego wyboru. Aktorzy są rewelacyjni!

LONNY Przez spektakl prowadzi nas narrator – Lonny Barnett, który opowiada nam historię, równocześnie uczestnicząc w przedstawianych wydarzeniach. W styczniowym secie miałam okazję widzieć w tej roli Filipa Cembalę, była to pierwsza produkcja w jakiej mogłam zobaczyć go na scenie. Zupełnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ponieważ pewną wizję tej postaci nakreślił mi poprzednim razem Przemek Glapiński. Każdy Lonny jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Zarówno Glapiński jak i Cembala fantastycznie bawią się tą postacią. Oglądając dwa dni z rzędu tego samego aktora w roli Lonny’ego zostałam także mile zaskoczona, ponieważ postać była za każdym razem inna. Oceniając postać pod względem wokalnym znowu zostałam zaszokowana (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Wysokie, czyste górne dźwięki oraz spontaniczne wstawki z innych utworów, niekoniecznie musicalowych, uświetniły efekt końcowy. Lonny w wykonaniu Przemka jest zupelnie inny. Bardziej spontaniczny i charyzmatycznie komiczny w niektórych scenach. Dokłada improwizaję w scenach, w których widz się zupełnie nie spodziewa.
Teatr Syrena
Teatr Syrena
DREW Drew to początkujący rockman, pracuje jako barman w legendarnym klubie Bourbon Room. Tworzy własne kawałki i marzy o tym, żeby zostać gwiazdą rocka. W tej roli widziałam Rafała Szatana i, tak samo jak w przypadku Filipa, „Rock of Ages” to pierwszy spektakl, w którym miałam okazję go zobaczyć. Podoba mi się to, z jakim zaangażowaniem podchodzi do tej roli, z łatwością mogłam dostrzec, że muzyka rockowa to totalnie jego klimaty. Rockowe brzmienie jego głosu w połączeniu z perfekcyjną grą na gitarze finalnie pokazały żywą postać z 2 połowy lat 80. Pozwolę sobie na porównanie Karola Drozda i Rafała Szatana. Choć właściwie trudno ich porównywać, ponieważ przedstawienie tej samej postaci przez każdego z nich jest inne, a dzięki temu Drew za każdym razem jest wyjątkowy. To jest fenomenalne, że co spektakl widzimy diametralnie różne wersje tej samej postaci.
Teatr Syrena
Teatr Syrena

STACEE JAXX Frontman i wokal legendarnego zespołu “Arsenal”. Kobiety go kochają, faceci chcą być tacy jak on. Stacee to sprany, stary rockman, uzależniony od alkoholu, narkotyków i seksu. Jest gwiazdą – zagubioną i osamotnioną, chociaż wokół niego kręci się mnóstwo ludzi. W ciągu dwóch dni widziałam na scenie Grzegorza Wilka i Marcina Wortmanna, którzy zaprezentowali tę samą postać na dwa zupełnie odmiennie sposoby. Bardziej spodobał się w tej roli Grzegorz Wilk, ponieważ widać, że muzyka rock’n’rollowa gra w jego duszy i czuje się w klimatach rocka jak ryba w wodzie. Marcin Wortmann też był świetny na scenie, ale jego głos brzmiał w pewien sposób “za staro” do niektórych utworów.

DENNIS Właściciel legendarnej świątyni rocka – klubu Bourbon Room. Człowiek na wiecznym kacu, “przyjaciel” Lonny’ego. Nie wyobrażam sobie tego musicalu bez tej postaci. Niby zjarany, ale jednak twardo stąpający po ziemi. W gruncie rzeczy Dennis to jedyna osoba w tym spektaklu myśląca trzeźwo. Mistrzem tej roli jest dla mnie Tomasz Steciuk. Stworzył postać prawdziwego faceta, który był naturalny w tym, co robi. Steciuk maksymalnie wczuł się w odgrywaną postać, co było zauważalne w jego nieoczekiwanych reakcjach na akcję mającą miejsce na scenie.
Klaudyna Schubert
Klaudyna Schubert

FRANZ Synuś tatusia. Po kilku obejrzanych spektaklach uważam, że ta postać przechodzi największą przemianę w tym musicalu. Widziałam obydwu odtwórców roli Franza – Marka Grabinioka i Maćka Dybowskiego – i na początku nie mogłam rozróżnić, który z aktorów gra danego dnia. Byli dla mnie nie do rozróżnienia. Podobny głos, zarówno w śpiewie jak i w mowie. Świetnie stworzyli swoją postać i widać, że gra Franza sprawia im wiele radości. Obydwaj świetnie(!) grają pewną scenę z Reginą. JUSTICE Justice (Mama) to właścicielka „Wenus”, klubu dla dżentelmenów. Za minimum dwa drinki zaoferuje wam ramię, w które będziecie mogli się wypłakać. W styczniowym secie zobaczyłam na scenie Martę Burdynowicz, znaną mi wcześniej jedynie z “Pilotów”, gdzie grała pielęgniarkę. Marta pokazała w „Rock of Ages” swoją rockową naturę. Mimo młodego wieku bardzo dobrze stworzyła dojrzałą kobietę, posiadającą bagaż życiowych doświadczeń. Drugą „Mamą” kreuje Magdalena Placek – Boryń. Pewna siebie, niebojąca się niczego kobieta, która dosadnie pokazuje bohaterom, gdzie ich miejsce. Taka moc głosu, jaką pokazują obie Justice, wbija widza w fotel. Nie sądziłam, że się wzruszę na “Rock of Ages”. Stało się „Mama” do tego doprowadziła.
Teatr Syrena
SHERRIE/ REGINA – Agnieszka Rose Bardzo naturalnie i swobodnie poruszała się w swojej postaci. Potęga głosu i jego czystość spowodowały, że ogólny całokształt postaci Sherrie wyszedł bardzo dobrze. Niczego nie wymuszała, grała tak, jakby to ona była tą dziewczyną. Miałam okazję widzieć Agnieszkę również w roli Reginy. Mówiąc krótko, zostałam rozbrojona. Widziałam na scenie prawdziwą buntowniczkę, podżegającą do walki o zachowanie miasta. Rola zagrana perfekcyjnie, aż chciałam wbiec na scenę i dołączyć do buntu Reginy. FB_IMG_1582628485148 REGINA – Natalia Kujawa Ta postać to takie “drące się prześcieradło” (autentyczne słowa aktorki), które na scenie dobrze się bawi. Natalia pokazała się na scenie jako charakterna dziewczyna z pazurem, razem z mieszkańcami LA organizując bunt przeciwko śmieciowym marketom i sklepom z tanimi jogurtami.
Teatr Syrena
Teatr Syrena
KELNERKA #1 Anna Terpiłowska to moje nowe odkrycie na scenie musicalowej. Gra z taką charyzmą, że aż miło, a jej wokal to miód na serce! Jak już wspominałam, “Rock of Ages” jest pierwszym spektaklem, w którym miałam okazję zobaczyć sceniczne wcielenia Ani (kelnerka nie jest jej jedyną rolą w tej produkcji 😉 ). Swoją drogą, w tym spektaklu widziałam mnóstwo osób po raz pierwszy na scenie. O ludziach grających w tym spektaklu nie można powiedzieć złego słowa, nawet jakbym bardzo chciała (ale, broń Boże, nie chcę!). Wszyscy są fenomenalni!

Dodaj komentarz