Teatr to my! Dzień Teatru 27.03.2020

Czy kiedykolwiek wyobrażaliście siebie, że nadejdzie taki czas, gdy nie
można będzie „iść się odchamić”?.  Straszne! ale niestety prawdziwe…
Trzymajmy kciuki, aby sytuacja szybko wróciła do normy i żebyśmy szybko spotkali się w teatrze.
W tym trudnym czasie, jeszcze bardziej zmotywowałam się do pracy na blogu.
Międzynarodowy Dzień Teatru jest świętem dla każdego teatralnego człowieka, nie ważne czy aktor, pracownik techniczny, garderobiana, czy nawet my – widzowie.

Wykorzystałam tę wyjątkową okazję i zdałam paru aktorom pytania, na które odpowiedzi znajdziecie poniżej.

Wywiadów udzielili:

Czy masz jakieś teatralne zwyczaje, którymi chciałabyś/chciałbyś się podzielić?

Karol Jankiewicz
Mój przedspektaklowy zwyczaj, to dokładnie skorzystać z toalety (śmiech). Serio, bo nie może być sytuacji, że mi się nagle zachce cokolwiek na scenie. Druga sprawa jest taka, że nie jem na 2, czasami 3 godziny przed spektaklem. Staram się przynajmniej, jeżeli czeka mnie coś wymagającego na scenie. 

Barbara Garstka
Przede wszystkim od lat to jakoś wychodzi, że zawsze jestem pierwsza w charakteryzacji, więc jak już się pomaluję i ubiorę, to zawsze piję sobie sole emskie, kawę, jem ciasto. Później robię rozgrzewkę, a potem mam przerwę dla siebie i siedzę z wyłożonymi  nogami w garderobie i nagrywam jakieś głupotki na instastory.
Zawsze powtarzam sobie jakiś tekst, sprawdzam scenariusz, przypominam sobie kawałki piosenki, fragmenty. No i oczywiście obowiązkowo zawsze
się rozśpiewuję swoją rozśpiewką, która trwa 10 minut. 
Trochę tego jest, ale mam to wszystko tak ułożone czasowo, żeby na wszystko wystarczyło mi czasu.

Marta Burdynowicz 
Zazwyczaj jestem już ok. 3h przed spektaklem w teatrze. To wbrew pozorom wcale nie jest tak dużo czasu na całe przygotowania.
Musi on wystarczyć na ucharakteryzowanie się, tak zwany „soundcheck”, czyli sprawdzenie mikroportu, a często również prześpiewanie całą obsadą jakiegoś numeru zbiorowego. Sprawdzam rekwizyty, zakładam kostium, rozśpiewuję się. Czasem też powtarza się wybrane choreografie (w niektórych teatrach codziennie). Do wszystkich spektakli poza „Madagaskarem” maluję się sama, więc potrzebuję też czas na to. Fryzura też trochę zajmuje, zwłaszcza do „Rock of Ages”, „Nine” i tak było też z „Pilotami”, ale tym aspektem charakteryzacji nie zajmuję się już na szczęście sama. W swoje ręce biorą mnie przezdolne fryzjerki i fryzjerzy teatralni, których efekty pracy możecie podziwiać później na naszych głowach!
Czas przedspektaklowy to także czas spotkań, czasem z dawno niewidzianymi przez nas kolegami, jest to więc też czas uścisków, buziaków, rozmów i żartów – i to lubię najbardziej! Uwielbiam, kiedy teatr zaczyna się zaludniać, kiedy stopniowo wszyscy się schodzą i to miejsce zaczyna tętnić życiem. Zazwyczaj jest wtedy głośno i wesoło, zwłaszcza we wspomnianej już wcześniej charakteryzatorni.
Pomimo tego wesołego zgiełku, ja potrzebuję chociaż chwili samotności i skupienia przed spektaklem. I w każdym z teatrów, w którym pracuję, takie miejsce sobie znalazłam. Ale nie zdradzę, co to za zakamarki, bo nie byłyby już wtedy moje!

Marcin Januszkiewicz 
Nie mam żadnych zwyczajów przedspektaklowych, ale ja jestem takim typem aktora, który nie lubi przychodzić nie wiadomo jak wcześnie przed spektaklem. Lubię po prostu dotrzeć do teatru, przebrać się i za chwilę wejść na scenę. Gdy byłem w Teatrze Współczesnym, pani Janeczka – garderobiana, śmiała się ze mnie, że “5 minut, jak Kowalewski” – 5 minut do spektaklu, a ja dopiero się ubieram. Coś w tym jest, że nie lubię się przygotowywać przed spektaklem.

Monika Rygasiewicz
Przede wszystkim charakteryzacja. Amneris ma bardzo mocny makijaż, także przez około pół godziny siedzę u przezdolnej Wiolety Saliwon, która robi ze mnie prawdziwą księżniczkę. Po make-upie czas na rozśpiewkę. Przed samym spektaklem mój ulubiony rytuał – brokat! Wysmarowanie całego ciała brokatem to wcale nie jest taka prosta sprawa.

Rafał Szatan 
Zawsze przed spektaklem muszę zjeść coś słodkiego i piję do tego kawę – taki mój sposób na relaks i doładowanie się energią. Mam też trochę fazę na sprawdzanie, czy wszystko na pewno jest na swoim miejscu – sam sobie zanoszę kostiumy do przebrania w kulisy, sprawdzam wszystkie rekwizyty, szwędam się w kulisach i kontroluję (śmiech).

Magdalena Placek-Boryń
Oprócz rozśpiewki, to: herbata (względnie kawa, jeśli mam spadek energii), a tuż przed rozpoczęciem spektaklu szybka modlitwa, rozgrzewka mięśni,  power pose  i na scenę.

Marcin Sosiński
Myślę, że każdy jakieś ma. Ale są też te oczywiste. Wszystko zależy od typu spektaklu, który gramy. W dramacie – trzeba się rozgrzać fizycznie i dykcyjnie, W musicalach – oprócz tego, zdecydowanie należy się rozśpiewać, a w teatrach lalek – jeszcze dodatkowo koniecznie wypić szklaneczkę wódki (śmiech). A tak na serio to ja na przykład bardzo przykładam się do procesu charakteryzacji przed spektaklami – patrzę się wtedy uważnie w lustro i z każdym przysłowiowym pociągnięciem pędzla, lub warstwą lakieru do włosów, powolutku oswajam się z rolą, którą zaraz przyjdzie zagrać.

Karolina Szeptycka
Jeśli tylko pozwala mi na to plan mojego dnia, to pojawiam się w teatrze dość wcześnie – zazwyczaj około 2,5h przed rozpoczęciem. Wynika to z tego, że straszna ze mnie panikara. I w zasadzie każdy spektakl przeżywam trochę jak kolejną premierę, dlatego wolę być wcześniej, żeby się rozśpiewać, rozgrzać i przede wszystkim opanować.

pobrane (1)

Jak ważna dla aktorów jest publika?

Karol Jankiewicz
Jeżeli chodzi o to, jak ważna jest publiczność dla aktora, to wydaje mi się, że to jest chyba najważniejsza sprawa, NAJWAŻNIEJSZA. Gdyby nie było publiczności, to my byśmy nie występowali, gdyby widownie były puste, to nie musielibyśmy grać. Publiczność jest naprawdę bardzo, bardzo ważna.

Barbara Garstka
Dla mnie publika jest najważniejsza. W czasie prób jest taki etap, że pewne rzeczy próbujemy najpierw sami i dochodzi do takiego momentu, że czuję, że bez publiczności dalej nie da rady. Spektakl bez publiczności nie istnieje, dlatego publiczność jest najważniejszą częścią mojej gry. Lubię dawać coś ludziom i lubię odbierać energię. To jest dziwne, ale zawsze czuje się, że spektakl jest inny, my to czujemy na scenie i jest to głównie spowodowane reakcją widzów, więc bardzo dużo zależy od interakcji.

Marta Burdynowicz 
Publika jest nieodłączną częścią teatru. Współtworzy go i jest z nim nierozerwalna. Przecież to dla Was to wszystko! To dla Was występujemy, kształcimy się, chcemy być coraz lepsi. Oczywiście, bardzo ważna jest pasja i samorealizacja, bo to nie jest zawód, który wybiera się przypadkowo lub z musu, ale jest nawet takie powiedzenie, że „bez widowni nie ma aktora”. I to są święte słowa. W trakcie spektaklu tworzy się pewna niesamowita energia między widzem a aktorem. Mi, jako starem potteromaniakowi, zawsze kojarzy się to z Priori Incantatem. Widzę to właśnie jako taki strumień światła wytwarzający się pomiędzy publicznością a artystami. A przez tę więź można zrobić coś, co według mnie jest istotą teatru, czyli przekazać emocje. Jeżeli ktoś wychodzi po spektaklu z budynku fizycznie, wsiada do samochodu, czy później jest już w domu, ale głową i sercem nadal jest jeszcze z nami, to to jest dla mnie największą nagrodą.
Bardzo często dostaję po spektaklach wiadomości od widzów na różnych portalach społecznościowych. Niektórzy czekają na nas po przedstawieniach pod teatrami. Często dostajemy jakieś upieczone własnoręcznie pyszności, kwiatki, czy inne drobne upominki. To jest coś niezwykłego i wspaniałego. Nie umiem wyrazić wówczas swojego wzruszenia…
Jestem także zachwycona tym, że w obecnej, tak trudnej sytuacji, możemy się spotykać we wspomnianych już wcześniej wspomnianych mediach społecznościowych, np. na tak zwanych „live’ach”. Staramy się również nagrywać się dla Was i wrzucać to na swoje profile, gdzie spotykamy się w sekcji komentarzy. Widziałam już masę cudownych akcji zorganizowanych przez artystów tego typu, m.in. czytanie bajek.
To piękne, że potrafimy być razem – nawet, gdy fizycznie jest to niemożliwe!

Marcin Januszkiewicz
Jeśli chodzi o publiczność w teatrze, to niejednokrotnie powtarzam na warsztatach, które prowadzę, że publiczność to definicja teatru, jeden z podstawowych elementów, które muszą być obecne, żeby teatr w ogóle mógł zaistnieć. Te elementy to miejsce, nadawca i odbiorca. Do tego oczywiście dochodzą jakieś niuanse, ale w moim odczuciu bez tych trzech filarów teatr za bardzo nie może funkcjonować. Oczywiście mam tu na myśli teatr jako konwencję.

Monika Rygasiewicz 
Bez publiki nie byłoby nas, artystów. Najbardziej lubimy publiczność, która reaguje żywo i spontanicznie! Kiedyś usłyszałam, że „nie chcemy wam przeszkadzać, dlatego siedzimy cicho”.  Nie przeszkadzacie, wręcz przeciwnie – im więcej oklasków i spontanicznych reakcji, tym lepiej!

Rafał Szatan
Publiczność w trakcie spektaklu jest połową sukcesu, to dla Niej gramy, Jej wysyłamy swoją energię ze sceny, a my, dostając od Niej tzw. feedback, dostajemy zwrotną moc, która nas ładuje i pozwala dawać na scenie jeszcze więcej! Dla artysty nie ma nic piękniejszego jak wzruszony i przepełniony dobrymi emocjami po spektaklu widz – to najlepsza zapłata.

Magdalena Placek-Boryń
Bez publiczności nie istniejemy. Bez niej to, co robimy, nie miałoby sensu, bez względu na to, jak bardzo kochamy nasz zawód.

Marcin Sosiński 
Cóż to za pytanie? (śmiech). Ośmielę się stwierdzić, że jest najważniejsza! Naprawdę
zupełnie inaczej gra się dla pełnej, a zupełnie inaczej dla pustej widowni! Może dlatego
spektakle on-line nigdy nie zastąpią mi realnego spotkania z widzami… Grając dla widzów roztacza się między nami ten niesamowita siła teatralnego kosmosu!
Bez widowni – nie ma magii spektaklu. Nie inaczej! No chyba, że to akurat gimnazjalne hultaje, które rzucają w nas żelkami i pomidorami (śmiech)

Karolina Szeptycka
Publika jest najważniejsza! Po pierwsze, tak na logikę biorąc, bez nich nie ma nas. To my tam jesteśmy dla nich, nie na odwrót, jak to się niestety niektórym kolegom aktorom wydaje. A po drugie – dla mnie najważniejsze – mi bardzo często rolę „reżyseruje” widz. Dochodzę w próbach do pewnego momentu budowania roli, który jest fajny, dobry, ale po prostu poprawny i już tak zostaje do dnia pojawienia się ludzi na widowni . Dopiero żywe oko, żywy odbiorca po drugiej stronie rampy daje mi możliwość wywindowania mojej postaci, to on sprawia, że wszystko się dopełnia, staje się realne, namacalne i zaczyna samo oddychać.

unnamed (1)

Teatralne marzenia?

Karol Jankiewicz
Na dzień dzisiejszy chyba moim największym marzeniem jest to, żeby wszystko wróciło do normy i żebyśmy wszyscy mogli jak najszybciej wrócić na deski teatrów. No a poza tym marzą mi się kolejne nowe wyzwania, nowe tytuły. Przydałby się jakiś nowy, polski musical. Albo jakiś zagraniczny, np. “Taniec Wampirów”! Tak sobie dzisiaj pomyślałem, że jakby ten spektakl wrócił do Polski, to spełniłoby się moje marzenie.

Barbara Garstka
Chciałabym zagrać czarownicę w “Wicked”. Chciałabym też, żeby zrobili musical na podstawie filmu “Narodziny Gwiazdy”, w którym oczywiście chętnie zagrałabym główną rolę.

Życzę wszystkim dobrego dnia i wszystkim teatrom wysyłam dużo miłości!

Marta Burdynowicz
Obecnie to po prostu wrócić jak najszybciej do teatru!!!
A co przyniesie los, jakie przed nami premiery, jakich produkcji, w jakich miastach, co, jak i gdzie – to wszystko się okaże! Wiem jedno – będzie cudownie i już nie mogę się doczekać!

Marcin Januszkiewicz
Moje teatralne marzenie jest takie, żeby wygrać w totolotka i móc zasponsorować Agnieszce Glińskiej spektakl do zrobienia, jaki tylko będzie chciała.

Monika Rygasiewicz
Nigdy nie miałam jednego, ulubionego musicalu. Moim marzeniem jest zagrać w spektaklu stricte komediowa rolę.

Rafał Szatan
Wrócić w końcu na deski teatru, po całym zamieszaniu z kwarantanną!
A tak aktorsko, to marzenia mam ogromne, wiele się spełniło i jestem wdzięczny losowi, że dostaję możliwość grania w tak wspaniałych produkcjach musicalowy i współpracować z najlepszymi ekipami.

Magdalena Placek-Boryń
Jak chyba większość aktorek, chciałabym kiedyś zagrać Lady Macbeth. A musicalowe marzenie to Shenzi z „Króla Lwa” i milion innych.

Marcin Sosiński
Łożesz! Dużo by tu mówić, więc odpowiem krótko, tak akurat na dzień dzisiejszy.
Moje teatralne marzenie? … BY TEATR ZNÓW GRAŁ!!! Ot co.

Karolina Szeptycka
Szczerze powiedziawszy, nie mam takich marzeń. Wiem, co na pewno chcę w swoim życiu zagrać, jest to np. „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Ale nie posiadam takich marzeń dotyczących jakichś konkretnych postaci. Myślę, że nastawiając się na zagranie jednej konkretnej postaci, pozbawiamy się możliwości niewiedzy przy jej tworzeniu. Na pewno praca nad taką wyczekaną, wymarzoną postacią byłaby pracą pod ogromną presją, a z takiej pracy rzadko wychodzi coś dobrego.
Ja mam jedno marzenie dotyczące ogólnie mojej drogi w teatrze – bardzo chciałabym nie zostać wrzucona do jednego z garów Musical albo Dramat. Moim marzeniem jest łączenie tych dwóch teatrów i granie sztuk jak najbardziej rozbieżnych.

Dodaj komentarz