„Teatr to magia i umowa między Nami i publicznością” – wywiad z Martą Wiejak

Zapraszamy na wywiad z Martą Wiejak, na początku zachęcamy do zapoznania się z krótką notką biograficzną aktorki:
Absolwentka Studium Wokalno-Aktorskiego im. D. Baduszkowej w Gdyni (2009 r.). Pochodzi z Puław, gdzie przez 12 lat uczęszczała do Zespołu Baletowego „Etiuda”. Zamiłowanie do stepu zaowocowało w 2003 r. zajęciem II miejsca na Mistrzostwach Polski w Tańcu Sportowym (kat. Tap Dance).
Współpracuje m.in. z Operą i Filharmonią Podlaską w Białymstoku („Big Band”, „Skrzypek na dachu”), Teatrem Muzycznym w Poznaniu („Jekyll i Hyde”, „Evita”), Operą na Zamku w Szczecinie („Crazy for You”), Teatrem Wielkim – Operą Narodową w Warszawie („Traviata”).
Jako aktorka mocapowa (technika Motion Capture) brała udział w tworzeniu gier komputerowych – m. in. „Wiedźmin 2: Zabójcy królów”, „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, „This War of Mine”, „Shadow Warrior 1”, „Shadow Warrior 2”.
W latach 2012-2013 dwukrotnie występowała gościnnie w londyńskim The Club at The Ivy w towarzystwie jazzowego pianisty Joe Thompsona. (źródło)

Autor: Bianka Fórmanowska.
Autor: Bianka Fórmanowska.

Co wpłynęło na decyzję o zostaniu aktorką?
Moją pierwszą pasją był taniec, a wieku ośmiu lat zdecydowałam, że zostanę zawodową tancerką i za namową mojej ówczesnej nauczycielki tańca – p. Zofii Stec, postanowiłam zdawać do Szkoły Baletowej w Warszawie. Dostałam się, ale moja warszawska przygoda nie trwała długo. Po roku, z powodu zmiany pedagoga od baletu, tęsknoty za rodziną, koleżankami, postanowiłam wrócić do rodzinnego miasta. Po powrocie do Puław kontynuowałam naukę tańca (balet, tańce charakterystyczne, step), a po kilku latach zapisałam się na śpiew – puławski ośrodek kultury Dom Chemika stał się moim drugim domem. Jako dziecko, nastolatka natrafiłam na ludzi z pasją, którzy pokazali mi inny, artystyczny świat. Po nocach słuchałam muzyki, tańczyłam, oglądałam filmy, a potem wyobrażałam sobie siebie na wielkiej scenie. Mały przedpokój z lustrem, noc i mój brat Adam byli świadkami pierwszych wyimaginowanych spektakli. W klasie maturalnej postanowiłam zdawać do krakowskiej PWST, w tym celu pojechałam na dni otwarte, zaczęłam przygotowywać wybrane fragmenty prozy i wiersza. Los chciał, że przeglądając biogramy artystów Teatru Muzycznego Roma (jako dziecko widziałam m.in. Piotrusia Pana, Grease, Koty) natrafiałam na wzmianki o Studium Wokalno-Aktorskim im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Postanowiłam zdawać do dwóch szkół artystycznych, ale okazało się, że terminy egzaminów pokrywają się więc musiałam wybrać. Serce podpowiedziało mi żebym zdawała do Gdyni :). Chciałam połączyć taniec, śpiew i aktorstwo.

Jak obecnie wykorzystuje Pani umiejętności baletowe?
Balet to podstawa wszystkich rodzajów tańca. Zaczęłam od baletu, potem były tańce charakterystyczne, step, jazz. Wykorzystuję te umiejętności w prawie każdym spektaklu, w którym gram. „Traviata” w Teatrze Wielkim w Warszawie w reż. Mariusza Trelińskiego to spektakl, w którym wyjątkowo „tylko” tańczę (śpiewam za kulisami pod nosem), a do którego mam ogromny sentyment. Poznałam  tam śmietankę tancerzy tańca towarzyskiego, chętnie podpatrywałam ich ekspresję i rodzaj ruchu. Podczas prób poznałam swoją przyjaciółkę Annę Bosak (pozwolę sobie na wątek prywatny) i Nasza relacja rozwija się do dziś. Dodam jeszcze, że już po raz trzeci mieliśmy pojechać w tym roku z „Traviatą” na międzynarodowy festiwal operowy do Savonlinny (Finlandia), ale z powodu pandemii koronawirusa całe wydarzenie zostało przełożone na przyszły rok. Wszyscy czekamy z niecierpliwością na ten festiwal bo Finlandia to przepiękny kraj.

Co było pierwsze: śpiew czy gra w teatrze?
Pierwszy był taniec. Niestety, w mieście, w którym się wychowałam nie ma teatru, ale mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. Na lekcje śpiewu zapisałam się po tym, jak zdałam sobie sprawę, że śpiewam rodzinie w aucie przy okazji każdej możliwej podróży. Nigdy nie narzekali. Pamiętam swój pierwszy konkurs poezji śpiewanej w Lublinie. Zajęłam pierwsze albo drugie miejsce…. śpiewając: „Port Amsterdam” Jacquesa Brela oraz walczyk z filmu „Hallo Szpicbródka”. Z nauczycielem śpiewu – panem Michałem Matrasem oraz przyjaciółkami założyliśmy feministyczny kabaret, występowałyśmy z programem pt. „Przesłanie z planety Izaurus”. To były moje pierwsze  teatralne doświadczenia.

Co jest Pani bliższe: musical czy spektakl dramatyczny?
Teatr jest mi bliski. Nie ważne jakimi środkami zostaje opowiedziana historia, ważne jest to żebym jako widz uwierzyła, czuła się komfortowo (albo i nie jeśli jest takie założenie) i zachwyciła się. Lubię teatr brytyjski, to jak posługują się językiem, ciałem, jak ślizgają się po konwencjach i nie szufladkują spektakli. Każda sztuka ma coś z dramatu, musicalu, performance’u, koncertu. Szanuję ich edukację artystyczną, uważam że jest bardzo wszechstronna, co widać w spektaklach.

Jak wspomina Pani rolę Alice w Pilotach, co było największym wyzwaniem w budowaniu tej postaci?
Największym wyzwaniem było nieuleganie emocjom związanych z polskim wątkiem w spektaklu. Sytuacja narodu, wojna, los pilotów – wszystkie te wątki bardzo mnie dotykają, są mi bliskie, ale musiałam szybko zapomnieć o tych nastrojach, ponieważ grałam pewną siebie angielską arystokratkę Alice, która żyła pod kloszem bogatego ojca, a jednym z jej niewielu zmartwień był brak odpowiednich kandydatów na męża. 

Woli Pani grać w bajkach czy w spektaklach dla dorosłych?
Proszę nie kazać mi wybierać! Uwielbiam grać zarówno dla dzieci, jak i dla widzów dorosłych. Rozpoczynając bajkę nigdy nie wiemy, co się wydarzy, jakie padną komentarze z widowni, jaka będzie atmosfera. Są wyczerpujące bo dzieci nie lubią monotonii i nudy, walczymy o ich uwagę w każdej minucie, dajemy z siebie wszystko żeby dzieci pokochały Naszą postać. Mam przyjemność grać w spektaklach familijnych, w których reżyser ukrył wiele treści, które zrozumieją tylko dorośli więc wszyscy są zadowoleni i dobrze się bawią.

Co dał Pani program Twoja Twarz Brzmi Znajomo?
Program „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” był dla mnie ogromnym wyzwaniem, pierwszym tak dużym doświadczeniem w telewizji. Byłam pod wrażeniem tej ogromnej, dobrze zorganizowanej machiny, której byłam małym, ale ważnym trybikiem. Nie był to dla mnie łatwy czas, ponieważ oprócz przygotowań i nagrań programu grałam jeszcze po kilkanaście, kilkadziesiąt spektakli w miesiącu. Dzięki Twarzy wiem, że jestem w stanie opanować duży stres, a umiejętności zdobyte w teatrze przydają się też w pracy na szklanym ekranie.

Skąd się wziął w Pani życiu mocap?
Mocap to skrót od słów: motion capture. Jest to technika wykorzystywana m.in. w filmach i grach komputerowych. Kilka lat temu, dzięki poleceniu koleżanki z teatru, trafiłam na casting do drugiej części kultowej gry komputerowej „Wiedźmin”. Dopiero na miejscu, po obejrzeniu usłanych w nagrody i dyplomy ścian zorientowałam się gdzie jestem, o jaki projekt chodzi. Od tamtej pory brałam udział w wielu polskich i zagranicznych grach. Obecnie jeżdżę do studia mocapowego we Frankfurcie nad Menem, gdzie pracujemy nad grą, która zostanie wydana we Francji. Lubię wchodzić w wirtualny świat, ponieważ tematyka poruszana w grach dotyczy zazwyczaj wizji świata przyszłości, wojny, horroru, apokalipsy i magii. Raz jestem królową, innym razem kowbojem, wojownikiem, detektywem. Jest to praca oparta na wyobraźni.

Którą rolę dubbingową wspomina Pani najmilej?
Dubbing jest to dziedzina, która daje mi wiele przyjemności. W mocapie muszę się skupić głównie na ruchu, dubbingując „pozbywam się ciała” – wyrażam siebie/postać głosem. Trudne zadanie. Mam wielki niedosyt związany z dubbingiem i mam nadzieję, że będę mogła w przyszłości zmierzyć się z różnymi rolami. W tym momencie najmilej wspominam nagrania do chórów w filmach „Kraina lodu. Przygoda Olafa” oraz „Mary Poppins powraca”, które reżyserowała Agnieszka Tomicka. Na nagraniach spotykałam sceniczne koleżanki, które cenię i lubię, dodatkowo panowała tam zawsze wyjątkowa, świąteczna atmosfera. 

Czym dla Pani jest teatr?
Dopiero lockdown koronawirusowy spowodował, że zrozumiałam czym jest dla mnie teatr. Nie wiem czy umiałabym odpowiedzieć wcześniej na to pytanie. Niestety, biorę udział w spektaklach wielkoobsadowych, które powrócą dopiero po zniesieniu wszystkich obostrzeń. Nie wiemy, kiedy to nastąpi i ta tęsknota spowodowała, że zdałam sobie sprawę, że teatr to mój drugi, ważny dom, gdzie czuję się bezpiecznie, gdzie dużo od siebie wymagam, zmagam się ze swoimi ograniczeniami, dialoguję z widzem, kokietuję Go i próbuję zatrzymać Jego uwagę. Teatr to magia i umowa między Nami i publicznością. Wszyscy w to wchodzimy, godzimy się na to i z wielką przyjemnością tworzymy nowy, wyimaginowany świat. Kiedyś, ktoś stwierdził, że nigdy nie widział mnie smutnej w teatrze. Coś w tym jest…. To nie oznacza, że nigdy nie miałam problemów, po prostu mam taki mechanizm, że zostawiam moje życie, ewentualne problemy i prywatne łzy za drzwiami, wchodzę do teatru z nastrojem radości i otwartości, wdzięczności, ze mogę tu być. W teatrze czuję się dobrze i bezpiecznie bo wiem, jak skończy się grana historia. Gaśnie światło, podnosi się kurtyna, przenosimy się do innego świata, kurtyna opada i w teatrze szybko zapada cisza, którą uwielbiam. Wychodzę jedna z ostatnich, lubię zostawić porządek w garderobie, uspokoić się. Uwielbiam ten rytm i oczywistości. 

Musicalowe marzenie, wymarzona rola?
Jest wiele ciekawych, pięknych ról, z którymi chętnie bym się zmierzyła. Są też pewnie spektakle o istnieniu, których nie wiem. Może wspomnę o rolach, które przychodzą mi na myśl najszybciej: Mrs. Lovett („Sweeney Todd”), Anna Karenina, Cassie („Chorus Line”), Velma Kelly („Chicago”),  Sally Bowles („Cabaret”), Frank-N-Furter („The Rocky Horror Show”) hahahah to nie pomyłka ;), Mary Poppins. Mam nadzieję, że zagram jeszcze wiele ról, które będą dla mnie wyzwaniem. Wierzę w to. 

Dziękujemy za rozmowę!

Dodaj komentarz