Co się dalej stanie z Nami? Międzynarodowy Dzień Teatru 2021

Międzynarodowy Dzień Teatru to święto dla każdego, kto jest w jakikolwiek sposób związany z teatrem: widzów, aktorów, reżyserów, obsługi, ekip technicznych, muzyków. Mając w pamięci formę zeszłorocznego świętowania, każdy z nas miał nadzieję, że w tym roku będzie inaczej… Niestety, tegoroczny Dzień Teatru obchodzony jest w formie zdalnej. Podobnie jak rok temu, postanowiłam wykorzystać tę okazję do zadania kilku pytań osobom mocno związanym z tą instytucją kultury. Bardzo dziękuję za udział!

Moimi gośćmi byli:
Antoniusz Dietzius – reżyser teatralny,
Anna Sroka-Hryń – aktorka, reżyserka, profesor na Akademii Teatralnej,
Jacek Mikołajczyk – reżyser teatralny, dyrektor artystyczny Teatru Syrena,
Sylwia Różycka – aktorka, wokalistka,
Michał Słomka – aktor teatralny,
Izabela Bujniewicz – aktorka teatralna,
Wiktor Korzeniowski – aktor teatralny.

DLACZEGO TEATR?

Antoniusz Dietzius: Wydaje mi się, że od dzieciństwa gdzieś we mnie była zaszczepiona sama sztuka. Ona była cały czas obecna w moim domu i starałem się nią otaczać. Zawsze fascynował mnie teatr jako swego rodzaju magia widowiska. W dzieciństwie, a później jako trochę dojrzalszy człowiek, zacząłem odkrywać poszczególne elementy teatru, składające się na wielką magię, przedsięwzięcie. Wyszedłem od próby zrozumienia istoty teatru, zarówno jako widz, jak i twórca, realizator. Ta ogromna chęć tworzenia i pracowania po tej drugiej stronie proscenium, to był dla mnie, myślę, taki ogromny motywator do związania swojego życia ze sceną i z pracą reżysera.

Anna Sroka – Hryń: Teatr był dla mnie szansą na zrozumienie człowieka i siebie. Ciągłe studiowanie zawiłości ludzkiej duszy.

Jacek Mikołajczyk: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Teatr jest dla mnie tak naturalnym środowiskiem, że nie wyobrażam sobie życia poza nim. Pracuję w teatrze od zawsze, chodzę do teatru od zawsze, mam wrażenie, że to teatr wybrał mnie, a nie ja teatr.

Sylwia Różycka: Teatr pozwala dotrzeć w zakątki bardzo odległe od prozaicznych. Pozwala marzyć, z każdą kolejną rolą na nowo przeżywać i poznawać swoje kolory. W końcu daje możliwość przekazu ważnych treści, dzięki którym można w pewnym stopniu i w różnych aspektach zmienić świat na lepszy. Istotą teatru dla mnie jest wyzwolenie w opozycji do oczekiwań i oceny na każdym kroku – dzisiejszych kajdan cywilizacji.

Michał Słomka: Już w szkole podstawowej stwierdziłem, że nie wyobrażam sobie siebie „za biurkiem” i zamierzam studiować na uczelni artystycznej. Nie byłem jednak zdecydowany, czy bardziej skupię się na aktorstwie, czy na muzyce. Potem dzięki różnym doświadczeniom i ludziom na swojej drodze zrozumiałem, że musical jest dla mnie idealnym połączeniem tych dwóch dziedzin.

Izabela Bujniewicz: Rodzice mówili, że od dziecka musiałam błyszczeć, zawsze pokazywałam się w pierwszej linii, zawsze recytowałam, tańczyłam, śpiewałam w mamy szpilkach. Zakładałam kręcące się spódnice, stawałam przed telewizorem i oznajmiałam „teraz patrzcie na mnie!”. Myślę, że to było moje przeznaczenie i jeśli nie poszłabym w kierunku artyzmu, bo teatr to artyzm szeroko pojęty, to ja nie wiem, gdzie bym się sprawdziła. 

Wiktor Korzeniowski: Powodów jest wiele, ale jeden najdziwniej brzmiący chyba to ten: teatr jest lepszy od instrumentalistyki, bo nie ogranicza mnie instrument – ja jestem instrumentem.

WYDARZENIE TEATRALNE, KTÓREGO PANI, PAN NIGDY NIE ZAPOMNI?

Antoniusz Dietzius: Niewątpliwie wydarzeniem teatralnym, którego nigdy nie zapomnę, co nieustannie podkreślam, była wizyta w Teatrze Muzycznym ROMA w 2004 roku na musicalu „Miss Saigon”. Były to ostatnie spektakle tego tytułu. To był pierwszy pełnowymiarowy, duży produkcyjnie musical, który widziałem. Zapamiętałem motywy muzyczne, historię, rozmach, scenografię i te naprawdę niepowtarzalne emocje. Wtedy pierwszy raz w teatrze po prostu popłakałem się ze wzruszenia. Wtedy też narodził się we mnie szatański pomysł pozostania realizatorem teatralnym. Pojawiła się ta myśl, że jeśli kiedykolwiek w życiu uda mi się związać z teatrem, to muszę sięgnąć po ten tytuł – czy to jako aktor, reżyser, czy jako widz. Udało mi się to jako widzowi, oglądając ten spektakl na jubileuszu 25-lecia „Miss Saigon”, oraz będąc dwukrotnie na tym spektaklu w Londynie. Udało mi się też, na szczęście, stworzyć ten spektakl w Śródmiejskim Teatrze Muzycznym w 2015 jako pierwszą polską wersję School Edition tego tytułu.

Anna Sroka – Hryń: To które zobaczyłam – Bracia Karamazow reż.K.Lupa. A to w którym brałam udział – Cafe Luna, Edith i Marlen, Mamma Mia i ostatni wyreżyserowany przeze mnie Prawiek.

Jacek Mikołajczyk: Zaskoczę, bo nie napiszę o musicalu, ale o spektaklu „Hamlet” w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa. Zobaczyłem je na pierwszym roku studiowania teatrologii, na festiwalu w Toruniu. Było to genialne przedstawienie, tak wszechogarniające, potężne, wieloznaczne i wielowymiarowe, że poczułem się wobec niego zupełnie bezsilny, oszołomiony, obezwładniony. Potem widziałem jeszcze co najmniej kilka podobnie genialnych przedstawień, ale to było moje pierwsze teatralne arcydzieło i pamiętam je do dzisiaj.

Sylwia Różycka: Nigdy nie zapomnę spektaklu „Matka” Witkacego z niezwykle przejmującą rolą odegraną przez Dorotę Kolak. W moim dożywotnim pamiętniku teatralnym pozostanie również musical „Francesco” w reżyserii Wojtka Kościelniaka z muzyką Piotra Dziubka. Z mojego dorobku z pewnością zostanie ze mną na zawsze spektakl „Mieszczanie” Gorkiego w reżyserii Antona Malikova, gdzie po raz pierwszy na scenie czułam się tak spełniona. Miałam szczęście spotkać reżysera idealnego.

Michał Słomka: Jednym z takich doświadczeń były koszalińskie konfrontacje młodych “m-teatr”, czyli festiwal teatralny dla młodych twórców teatralnych, będących na początku swojej drogi. Uczestniczyłem wtedy w przyfestiwalowych warsztatach teatralnych, a po zajęciach oglądałem konkursowe spektakle. Przez te kilka dni zobaczyłem wiele różnych spojrzeń na teatr i mogłem poczuć atmosferę związaną z pracą na teatralnych deskach i poza nimi, poznać twórców przedstawień i uczestniczyć w rozmowach z nimi. Pamiętam, że potem ciężko było wrócić do codziennych szkolnych obowiązków, po takiej “namiastce artystycznego życia”.

Izabela Bujniewicz: Nigdy nie zapomnę udziału w “Jesus Christ Superstar” w Teatrze Muzycznym w Gdyni, gdzie miałam zaszczyt grać Marię Magdalenę. Próby i granie spektaklu to było głębokie przeżycie -zwłaszcza, że jestem bardzo wierzącą osobą (nie mylić z przypisaniem do jakiejkolwiek instytucji), zatem udział w “Jesus Christ Superstar” to było coś! Zresztą wiele lat wcześniej, będąc studentką Studium Wokalno-Aktorskiego w Gdyni, uciekałam z zajęć, żeby móc oglądać wcześniejsze wersje tego musicalu z solistą TSA – Markiem Piekarczykiem w roli głównej. Podglądanie prób było jak podkradanie najlepszych cukierków jakie mogłam znaleźć w domu, taki zakazany owoc. Kiedy dostałam propozycję zagrania Marii Magdaleny, myślałam, że oszaleję ze szczęścia. W całą postać włożyłam mnóstwo serca. Przeżycie niemal transcendentalne. Jeździliśmy z tym tytułem po Europie z Teatrem i z obsadą międzynarodową. Rozmawialiśmy z każdym artystą z międzynarodowej obsady na temat tego przedstawienia i tego, jak bardzo przeżywamy udział w tej produkcji. Części składowe tego spektaklu, czyli muzyka, przekaz, teksty oraz to, co się dzieje z nami i między nami podczas grania, to coś nieprawdopodobnego. Duchowość i religijność jest bardzo ważna, nawet, dla ateistów. Wiem, że mnóstwo ateistów brało udział w tej produkcji i każdy ją mocno przeżywał, więc tak – to było jedno z moich większych teatralnych doświadczeń.

Wiktor Korzeniowski: Jest wiele. zbyt wiele, a jednak ciągle za mało.

Wieczór w teatrze dla dwojga | Katowice (Teatr Śląski)

TEATR TO ŻYCIE, CZY ŻYCIE TO TEATR?

Antoniusz Dietzius: Dla kogoś, kto na co dzień jest związany zawodowo ze sceną, niewątpliwie obydwa sformułowania mają ogromny sens i ogromne znaczenie. Ważne jest, by życia scenicznego nie przenosić do życia prywatnego, umieć mimo wszystko rozdzielić te dwie bardzo ważne sfery. To, za co kochamy teatr, to to, że nasze życie jest czysto teatralne i jest w nim bardzo dużo sztuki, sceny. Na scenie możemy realizować i pokazywać najważniejsze wartości naszego życia.

Anna Sroka – Hryń: Nie wiem

Jacek Mikołajczyk: Jako teatralny praktyk odpowiem, że w moim przypadku teatr tak bardzo przenika się z życiem, że szczególnej różnicy nie dostrzegam. Jako wieloletni wykładowca teatru i sztuk widowiskowych dodam, że z punktu widzenia teorii tych ostatnich, życie jak najbardziej jest teatrem.

Sylwia Różycka: Teatr jest pewną częścią mojego życia. Sięgam po niego, kiedy go bardzo potrzebuję, ale już go nie potrzebuję żeby żyć.

Michał Słomka: Z jednej strony teatr czerpie z życia, często odwzorowuje je praktycznie w każdym calu. Czasami też tworzy zupełnie inną rzeczywistość, wychodząc poza ramy życia jakie znamy. A z drugiej strony ciężko nie oprzeć się wrażeniu, zwłaszcza teraz w pandemicznej rzeczywistości, że gramy w spektaklu i zupełnie nie mamy wpływu na to, co się wydarzy, musimy dostosować się do jakiegoś scenariusza. Myślę, że są zwolennicy jednego jak i drugiego stwierdzenia. Ja jeszcze się waham.

Izabela Bujniewicz: Filozoficzne pytanie. Dla wielu życie to teatr, zwłaszcza w czasach Instagrama, gdzie doklejenie rzęs, czy ulepszenie swojej urody stanowi o wartości człowieka dla bardzo wielu ludzi. Nie oceniam tego, ale to absolutnie nie jest moja droga, nie potrafiłabym nią iść. Czy teatr jest życiem? Oczywiście, że tak! Jeżeli coś chcesz robić dobrze w życiu, musisz się temu “poświęcić”, jak studiom, które mają Ci później pokazać jak wykonywać dobrze zawód. Jeżeli coś mam robić pobieżnie, to nie jest już moim życiem. Porównałabym to do bycia rodzicem. Jak wchodzi się w życie teatralne, to wszystko się zmienia, jak się wchodzi w buty rodzica, to też się wszystko zmienia. Człowiek musi się temu oddać, bo nie można być artystą raz na jakiś czas — coś tam gram i dalej idę w swoje życie. Nie, to po prostu wzajemnie splata ze sobą. Mam nadzieję, że inne zawody nie są aż tak inwazyjne, bo praca aktora czasami bardzo wiele kosztuje, ale na tym polega też wyjątkowość tego zawodu. Osobiście staram się nie łączyć teatru ze swoim życiem prywatnym i nie chwalę się na lewo i prawo, że jestem aktorką, ale jeżeli już o tym rozmawiam, to jestem bardzo dumna z tego zawodu.

Wiktor Korzeniowski:”Teatr to życie, a życie to teatr”, jak mówi klasyk. Teatr to jest ucieczka od rzeczywistości, chociaż z drugiej strony tu można pokazać rzeczywistość, której się czasami nie dostrzega.

JAK WSPOMINA PANI, PAN SWÓJ DEBIUT TEATRALNY?

Antoniusz Dietzius: Bardzo często za debiut teatralny, niezależnie czy jako reżysera, czy jako aktora, uważa się pierwszą współpracę, realizację w teatrze publicznym. Więc na dobrą sprawę w teatrze państwowym zadebiutowałem w 2016 roku – w Teatrze Miejskim w Lesznie, tworząc autorski “Abonament na szczęście” według tekstów Agnieszki Osieckiej. Spektakl będzie można oglądać ponownie od jesieni na warszawskiej Scenie Relax, w troszkę innej inscenizacji niż to było 5 lat temu.  Moją pierwszą próbą zmierzenia się z tematem reżyserii był musical „Skrzypek na dachu”, który wyreżyserowałem u siebie w liceum. Fantastycznie to wspominam, bo byłem otoczony gronem przyjaciół z mojej licealnej klasy, a w spektaklu wzięło udział 37 osób — cała klasa. Ich ogromne zaangażowanie i wsparcie stanowiło o mocy tego spektaklu i o ogromnej mocy mojego zaangażowania, chęci postawienia tej kropki nad „i” od momentu podjęcia wyzwania do momentu premiery. Od tego się wszystko zaczęło – od chęci sprawdzenia, czy mam jakiekolwiek autorytet i charyzmę reżyserską, bo wydaje mi się, że bez tego niełatwo jest wykonywać ten zawód.

Anna Sroka – Hryń: To była rola złej siostry Bylindy w spektaklu Kopciuszek w reż. Karola Stępkowskiego. Wspominam bardzo miło i koleżeńsko. Poznałam wspaniałych kolegów i spotkałam się z szacunkiem i ciepłym przyjęciem.

Jacek Mikołajczyk: Praca nad spektaklem muzycznym to ogromne wyzwanie, ogromny wysiłek dla wszystkich i ogromny stres. Trzeba się skupić na milionie drobiazgów i czasem traci się sprzed oczu to, co najważniejsze – że efekt ma sprawić radość nam i widzom. Pamiętam, że w trakcie premiery „Rodziny Addamsów, mojego debiutu, kiedy już ode mnie nic nie zależało, bo spektakl przejęli aktorzy, z minuty na minutę podobał mi się bardziej, sprawiał mi coraz więcej radości i coraz lepiej się bawiłem. Odkryłem to z niejakim zdziwieniem. Od tego czasu staram się nie tracić tej umiejętności – dobrze się bawić na własnych przedstawieniach, nawet w dniu premiery.

Sylwia Różycka: Mój debiut to udział w musicalu „Footloose” w reżyserii śp. Macieja Korwina w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Za choreografię w spektaklu odpowiedzialny był Jarosław Staniek – jak się później okazało, był również odpowiedzialny za to, że pokochałam ten zawód jeszcze mocniej. To jeden z tych twórców, którzy inspirują.

Michał Słomka: Nie wiem, co możemy nazwać debiutem teatralnym. Mogła być to moja rola w jasełkach w przedszkolu, gdzie jako trzylatek leżałem w żłobku w czarnym garniturku i grałem Jezusa. Ale szczerze mówiac za wiele nie pamiętam z tej roli, więc nie wiem czy mogę nazwać tę rolę swoim debiutem. Jeśli chodzi o profesjonalny teatr, to moim pierwszym spektaklem była „Gorączka Sobotniej Nocy” w reż. T. Dutkiewicza w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Byłem na trzecim roku studiów i w czasie już zaawansowanych prób do tego tytułu, razem z kilkorgiem osób z mojego roku zostaliśmy poproszeni o zjawienie się na próbie. Okazało się, że jesteśmy potrzebni do zapełnienia pustych kanap w scenach klubowych. Tak więc mój debiut i pierwszą premierę wspominam wspaniale! Razem z moimi koleżankami i kolegami bawiliśmy się w najlepsze w klubie z lat 70. i to jeszcze na scenie!

Izabela Bujniewicz: Mój debiut teatralny, solistyczny, to rzut na głęboką wodę. Brałam udział w spektaklu “Skrzypek na dachu”, gdzie grałam Chawę — ukochaną córkę Tewjewo. Graliśmy w Teatrze Muzycznym w Gdyni — wielka scena, ogromna widownia, wielkie kulisy, gdzie głos mógł po prostu ginąć. Byłam wtedy jeszcze studentką, myślałam, że umrę z wrażenia: raz, że mnie wybrano, a dwa — uświadomiłam sobie, że mam na barkach ogromną, wcale niełatwą rolę do zagrania. Ten debiut był okupiony ogromnym stresem. Pamiętam, że próby były dość intensywne i o tyle wykańczające psychicznie, że nie mieliśmy nagłośnienia. “Skrzypek na Dachu” to jest wspaniały materiał o historii ludzi – szczęściu, nieszczęściu, miłości, rozstaniach. Miałam do odegrania bardzo trudną scenę, musiałam krzyczeć do odchodzącego ojca. Zawsze grałam ją w 100% autentycznie i prawdziwie.

Wiktor Korzeniowski:Miałem dwa. Pierwszy w spektaklu „Jak wam się podoba” – Shakespeare’a w Teatrze Starym w Krakowie, a potem, już po szkole w spektaklu „Mały Książę”, granego na Novej Scenie Teatru Muzycznego ROMA w Warszawie. 

WYMARZONA ROLA? WYMARZONY SPEKTAKL DO WYREŻYSEROWANIA?

Antoniusz Dietzius: Wymarzony spektakl do wyreżyserowania to spektakl stworzony od A do Z przeze mnie, nie tylko reżysersko, ale i w dużej mierze producencko, i zrealizowany przez własny, autorski teatr muzyczny. Każda tego typu produkcja jest niewątpliwie moim marzeniem. Chęć pewnej samodzielności, sięgania samodzielnie po tytuły znane i nieznane. Chęć współpracy z nowymi realizatorami, aktorami i coraz więcej muzyki na żywo w spektaklach.

Anna Sroka – Hryń: Blanche w “Tramwaju zwanym pożądaniem”

Jacek Mikołajczyk: Aktualnie „Bitwa o tron”, a w następnej kolejności „Matylda”. A kiedyś tam – mam całą listę musicali, o których marzę: „Beetlejuice”, „The Book of Mormon”, „Hamilton”, „Moulin Rouge”, „Something Rotten!”… Długo mogę wymieniać.

Sylwia Różycka: Wymarzona rola to ta, nad którą pracuję z mądrym, przygotowanym, dojrzałym reżyserem. Aktualnie uwielbiam grać Edith Piaf w Teatrze Polskim w Szczecinie.

Michał Słomka:  Chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Bardziej myślałem o konkretnych tytułach niż rolach. Ale skoro tak… Bardzo chciałbym zagrać w musicalu “Anastasia”. Uwielbiam tę historię! Film animowany, na podstawie którego po części powstał ten tytuł, oglądałem wiele, wiele razy! Więc z tego musicalu wybrałbym rolę Dimitra. No i jest jeszcze jedno musicalowe marzenie, raczej trudne do spełnienia –  “Dreamgirls”. Cała obsada, z wyjątkiem jednego aktora, jest ciemnoskóra, więc być tym jednym jedynym jest praktycznie niemożliwe, ale „mogę marzyć, czy nie?”

Izabela Bujniewicz: Zagrałam wymarzoną rolę w swoim życiu — Marię Magdalenę. Chciałabym być mężczyzną tylko po to, by zagrać Jesusa i zaśpiewać “Gethsemane” – najpiękniejszą pieśń na świecie. To jest moja wymarzona rola, jest nieosiągalna, więc marzona, bo wymarzona to Maria Magdalena. Nigdy więcej nie trafiłam na tak intensywną emocjonalnie postać. W zasadzie to nie zastanawiałam się nad tym w sposób, że “O mój Boże! Chciałabym to zagrać”. Nie. Są produkcje, w których chciałabym wziąć udział, ale wiem, że trzeba mierzyć siły na zamiary i na pewno pewnych rzeczy nigdy nie zagram. Fajnie byłoby zmierzyć się z czymś nowym.

Wiktor Korzeniowski: Każda następna. 

CO PANIĄ, PANA INSPIRUJE W PAŃSKIEJ PRACY?

Antoniusz Dietzius: Co mnie inspiruje? Wizyty w teatrze na żywo i to jako widz — to trzeba podkreślić. Oprócz tego, że cały czas tworzę magię teatru od kulis, to potrzebuję tej magii teatru, bodźców, emocji, jako widz. Istotne dla mnie były i są wizyty na londyńskich scenach musicalowych i może nie tyle, że one mnie inspirują (choć na pewno te spektakle są formą inspiracji), ale w dużej mierze są formą motywacji i takiego ogromnego, fajnego, emocjonalnego kopniaka do tworzenia i działania.

Anna Sroka – Hryń: Człowiek

Jacek Mikołajczyk: Aktorzy. To w bardzo bliskiej współpracy z nimi, wymianie myśli, pomysłów, inspiracji, rodzi się najwięcej. A w planie ogólnym: jeżdżę, oglądam, czytam… Staram się bywać w Londynie i w Nowym Jorku najczęściej, jak to tylko możliwe. W tamtejszym życiu teatralnym znajduję mnóstwo inspiracji i okazji do naładowania artystycznych baterii. Zakończę więc jak ostatnio wszyscy: niech już wróci normalność, tak żebyśmy mogli z powrotem ruszyć w świat, dosłownie i metaforycznie.

Sylwia Różycka: Inspiracją w moim zawodzie jest chęć niesienia przekazu przez teatralną rampę, stojąc na straży wartości. Teatr według mnie buduje tożsamość życia społecznego. I tylko taki teatr kocham.

Michał Słomka:  Bardzo lubię szukać inspiracji w ludziach, których znam. Każdy z nas jest wyjątkowy i tak różny, więc człowiek to skarbnica wszelkich inspiracji. Często korzystam też z filmów i seriali, szukam wspólnych mianowników w bohaterach.

Izabela Bujniewicz: Co mnie inspiruje w mojej pracy? Powiem przewrotnie: moje sukcesy – gdy widzę, że włożona praca daje dobry efekt i to się podoba, i sama akceptuję to, co robię. Dlaczego tak mówię? Jestem osobą dosyć krytycznie nastawioną wobec siebie. Pracuję nad tym i staram się być dla siebie troszkę mniej krytyczną. Trzeba szukać w sobie inspiracji. Są ludzie, którzy nie akceptują siebie. Pomagam takim osobom, mam z nimi do czynienia, już nie tylko jako aktorka, ale i logopeda, i zdarza mi się być coachem mentalnym. Staram się inspirować swoimi osiągnięciami, a bardzo lubię wzorować się na ludziach ze swojego otoczenia, którzy zrobili dużo dobrego. Trudno ostatecznie powiedzieć od czego, kiedy i czym się zaczęłam inspirować. Na pewno to są wielcy tego świata albo ludzie, których znam ja i którzy są dla mnie inspiracją.

Wiktor Korzeniowski: Odnajdywanie klucza do zamka otwierającego sedno postaci.


Cytując piosenkę „From now on” z musicalu „The Greatest Showman” wrócimy wszyscy tam, gdzie nasz dom!
Oby do szybkiego zobaczenia w Teatrze!

Dodaj komentarz