Metro – pierwszy polski musical z muzyką Janusza Stokłosy, librettem Agaty Miklaszewskiej i Maryny Miklaszewskiej, wyreżyserowany przez Janusza Józefowicza. Prapremiera musicalu odbyła się 30 stycznia 1991 w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, a premiera – 16 kwietnia 1992 w Minskoff Theatre na Broadwayu. – tak możemy przeczytać na Wikipedii
Ta recenzja będzie inna niż dotychczasowe – będzie zdecydowanie krótsza.
Słyszałam o tym spektaklu wiele zachwytów i pozytywnych opinii, więc postanowiłam sama się przekonać o fenomenie tego spektaklu. Niestety…. nie podzielam wyżej wspomnianych zachwytów. Czułam się bardziej jak na koncercie. Wprowadzono wiele wątków, które nie zostały rozwiązane. Dużo się działo i na scenie panował swego rodzaju chaos. W pewnym momencie trochę się pogubiłam. Rzecz, która była dla mnie niezrozumiała to pojawiające się nagle mikrofony….. Wiem, że chciano zrobić coś fenomenalnego, ale według mnie w “Metrze” brakuje spójności – mam na myśli spójną historię. Przedobrzenie i przerost formy nad treścią. Nie będzie to mój ulubiony musical, ale cieszę się, że mogłam go zobaczyć.
Oprócz wyżej wymienionych minusów kultowe “Metro” potrafi się obronić i wyciągnąć asy z rękawa. Pierwszymi plusem dla tej produkcji są piosenki: “Bluzwis”, “Uciekali” oraz “Wieża Babel”. Znam te utwory na pamięć i bardzo lubię ich słuchać, a na żywo zyskują w odbiorze i na wartości. Drugim pozytywnym aspektem jest sposób rozwiązania akcji. Bardzo mi się podobało otwarte zakończenie, które stanowiło miłą odskocznię od standardowych finałów spektakli.
Podsumowując… myślę, że “Metro” nie znajdzie się w zbiorze moich ulubionych spektakli, ale cieszę się, że mogłam zobaczyć ten spektakl, bo już od jakiegoś czasu się na niego wybierałam.
W rolach głównych wystąpili: Anka – Katarzyna Granecka & Jan – Jerzy Grzechnik
