Co zrobisz, gdy czujesz, że kończy Ci się czas? Kiedy wszyscy twoi przyjaciele mają swoje ‘wymarzone’ życie, a ty nawet nie wiesz, jakie masz plany na weekend? Nie możesz powstrzymać się od wątpliwości, czy każda decyzja, którą podejmujesz w związku ze swoimi ambicjami, jest słuszna. Autobiograficzny musical Jonathana Larsona „Tick, Tick…BOOM!” odpowiada na te i inne niepokoje, odpowiada w nietypowy sposób, posługuje się świetną obsadą, mocnymi utworami i przesłaniem, jakie niesie w treści.
Od listopada 2023 „tik, tik… bum!” możecie oglądać w Teatrze Muzycznym ROMA w Warszawie.
Akcja spektaklu rozpoczyna się tydzień przed trzydziestymi urodzinami Jonathana-młodego, dobrze zapowiadającego się kompozytora. Jon wykorzystuje ten czas i organizuje warsztaty związane z „Superbią” – musicalem, nad którym pracuje od pięciu lat. Okazuje się jednak, że te siedem dni to dla Jona czas życiowych prób.
Michael jego najlepszy przyjaciel i współlokator, wyprowadza się do nowego mieszkania. Mike zrezygnował z marzeń o zostaniu aktorem i zdecydował się na przyziemną pracę w firmie marketingowej.
Jonathan staje przed dodatkowymi wyzwaniami w swoim życiu miłosnym. Jego dziewczyna, Susan — tancerka — chce się wyrwać z zabieganego i zatłoczonego Nowego Jorku, marzy o rodzinie i dzieciach, o życiu w spokojnym miejscu.

Musical kojarzy się widzom z blichtrem, przepychem – wszystko by opowiedzieć jakąś
historię i nic w tym złego.…………JEDNAK…………
„tik, tik… bum!” jest inny.
Ten spektakl nie potrzebuje udoskonaleń, dodatków, efektów wow, aby odnieść sukces. Jest intymny i zdefiniowany, „tik, tik… bum!” jest o czasie, sztuce i sercu.
Historia jest tak wciągająca i osobista, że naprawdę czujesz, jakby Jon bezpośrednio wyznawał Ci swoje najgłębsze pragnienia i największe lęki .
Magia „Tik, tik…BOOM!” pochodzi z muzyki, napisanej przez Jonathana Larsona.
W utworach znajdą się splecione ze sobą optymistyczna muzyka i pełne emocji teksty,
które można znaleźć w piosenkach takich jak np.: „30/90”, oddają zamęt Jonathana
w jego ostatnim tygodniu przed trzydziestką. Mimo to Larson tworzy równowagę,
wprowadzając także łagodniejsze, refleksyjne piosenki, takie jak „Johnny Can’t Decide” i „Why”. W ten sposób ukazuje głębsze pragnienia Jonathana i zapomniane wspomnienia.
‘Motyw przewodni’ spektaklu to ciągłe tykanie które, towarzyszy głównemu bohaterowi.
(Tak jak wspominałam) Spektakl to autobiografia Jonathana Larsona, młodego dobrze zapowiadającego się kompozytora, starającego się zaistnieć w świecie teatru muzycznego. Niebawem będzie przechodzić ‘zmianę kodu’ – pojawi się trójka z przodu. Jon zastanawia się jak z tym żyć…
Przez cały spektakl główny bohater martwi się, że kończy mu się czas na osiągnięcie sukcesu. Desperacko pragnie osiągnąć coś spektakularnego w swoim życiu. W pewien sposób zaczyna wariować na tym punkcie.
Główny bohater grany przez Macieja Pawlaka jest neurotyczny i ma obsesję, a jednocześnie jest pełen pasji. Jego Jon jest genialny — widać całą tę kreatywność, która z niego tryska, ale także to, że ta motywacja często ma wpływ na to, przez co przechodzą jego przyjaciele. Oprawa tej historii, pozwala Jonowi opowiedzieć własną historię z miejscem na muzyczne numery, które wypełniają metaforyczny pokój.
Zaraz zaraz.. potrzebna jest kontra, bo Jon nie jest jednokolorowy… pod koniec spektaklu pęka z bezsilności, ze świadomości, że traci bliskie mu osoby… Maciej gra to wszystko naprawdę prawdziwie i budzi w widzu współczucie.

Anastazja Simińska spektakularnie gra dziewczynę Jona, pokazuje, że Susan również
znajduje się na rozdrożu, chcąc opuścić Nowy Jork i rozpocząć spokojniejsze życie ze
swoim chłopakiem. Doskonale podsumowuje swoje uczucia w „Come to Your Senses” – ten utwór jest uzupełnieniem relacji między Susan i Jonem – stanowi brakującą scenę w ich związku, Oboje ożywają w duecie „Therapy”, idealnym pomruku kochanków na dzień przed sesją terapeutyczną dla par.
Oglądanie Anastazji to przyjemność, przez cały czas trwania spektaklu obserwuje się u niej całą paletę emocji – od głębokiego zakochania i miłości do Jona, przez wspieranie go i bycie wierną – może się wydawać, że Suan jest cukierkową postacią – umówmy się, nie ma osoby, która poświęca swoje życie, swoje wartości, aby wspierać i kibicować swojemu partnerowi. Susan pęka i dosadnie mówi, że ma dość ciągłego fokusowania się wokół kariery Jona. Ten moment sprawia, że masz ochotę wejść na scenę i pocieszyć… Susan!

Piotr Janusz gra najlepszego przyjaciela Jona, Michaela, byłego aktora, który porzucił styl życia artysty i powiązane z nim trudności, a zajął się karierą marketingową.
Przez spektakl nie do końca wiadomo, jaki jest Mike, w zasadzie jest skryty w emocjach, a bardziej zależy mu na nakłonieniu Jona do podjęcia pracy w marketingu. Prawdę o Mike’u poznajemy dopiero na koniec…
Tik tik bum! dał Piotrkowi możliwość wykorzystania swoich talentów w bardziej refleksyjnej postaci w bardziej intymnej atmosferze i skutecznie przedstawił zmagania Michaela, a nawet jego rozpacz. Scena, w której Michael wyznaje Jonowi pewną prawdę, rozdzierała serce; obaj aktorzy wyglądali, jakby z trudem powstrzymywali się od płaczu, i przez całą scenę grali ze sobą, okazując paraliżujące emocje.

Nova Scena Teatru Muzycznego ROMA, dzięki swoim osobliwym rozmiarom i układowi, jest
kameralna i dość intymna, a to sprawia, że wciąż przyciąga widzów na swoje
przedstawienia. Nova Scena to niewielka przestrzeń sceniczna, jednak nie miało to wpływu
na kreatywność i wyobraźnię scenografa Marcina Napierały, który wykorzystał potencjał i
każdy centymetr sceny do stworzenia spektaklowej przestrzeni.
Chciałbym, aby w Polsce pojawiało się coraz więcej takich odważnych produkcji. Produkcji
prostych, ale potężnych nie tylko w odbiorze.
Jonathan Larson napisał ten musical 5 lat przed śmiercią, ale przesłanie i znaczenie tego
musicalu nigdy się nie zmieniło. „Tick, Tick… BOOM!” pozostaje wspaniałą historią.

Fotografie użyte w recenzji są własnością Teatru Muzycznego ROMA w Warszawie