Precyzja śmiechu – „Genialny pomysł” w Teatrze Capitol

Recenzja spektaklu „Genialny pomysł” – Teatr Capitol (obsada z 19 listopada 2025)

Farsa jest gatunkiem bezlitosnym. Nie wybacza niedokładności, braku koncentracji ani aktorskiej nonszalancji. Wymaga matematycznego wyczucia rytmu, żelaznej dyscypliny i jednocześnie takiej lekkości, by wszystko wyglądało, jakby działo się mimochodem. „Genialny pomysł” w Teatrze Capitol spełnia te warunki z nadwyżką, a jego największą siłą jest aktorstwo – świadome konwencji, precyzyjne i zaskakująco bogate w niuanse.

Punktem wyjścia jest zazdrość. Główny bohater (Arnaud) podejrzewa, że jego partnerka Marion z wzajemnością wpadła w oko agenta nieruchomości. Zamiast rozmowy Arnaud wybiera działanie i wpada na tytułowy „genialny pomysł” – by wynająć sobowtóra. To klasyczny zapalnik farsy, ale bardzo szybko okazuje się, że mamy do czynienia z konstrukcją bardziej wyrafinowaną. W jednym mieszkaniu zaczynają krzyżować się drogi kilku niemal identycznych mężczyzn, tożsamości wymykają się zdrowemu rozsądkowi, role przenikają się nawzajem, a sekwencje wejść i wyjść zamieniają scenę w misternie zaprogramowaną machinę komizmu. Każdy ruch, każde spojrzenie i każde otwarcie drzwi mają tu swoje znaczenie.

Paweł Koślik w potrójnej roli Cedrica, Thomasa i Julesa dokonuje rzeczy imponującej. Nie chodzi tu o techniczne różnicowanie postaci ani grę opartą na przebraniach. Aktor buduje trzy osobne byty sceniczne, wyraźnie zarysowane fizycznie, rytmicznie i emocjonalnie. Jedna postać jest bardziej otwarta, druga nerwowa, trzecia niepokojąco pewna siebie. Różnice bywają minimalne – drobna zmiana napięcia ciała, inne tempo ruchu, inaczej postawiony akcent – ale to właśnie te niuanse sprawiają, że widz nie gubi się w gąszczu sobowtórów. Co ważne, im bardziej sytuacja się komplikuje, tym bardziej precyzyjna staje się jego gra. Koślik ma znakomite wyczucie farsy i wie, że największy komizm rodzi się z kontroli, a nie przesady. To rola wymagająca ogromnej koncentracji, kondycji i absolutnego zaufania do rytmu spektaklu.

Jacek Bończyk jako Arnaud tworzy postać, która staje się emocjonalnym centrum przedstawienia. Jego bohater jest źródłem chaosu, ale jednocześnie kimś zadziwiająco bliskim. Bończyk mistrzowsko balansuje między komizmem a psychologiczną wiarygodnością. Buduje Arnauda jako człowieka stopniowo tracącego grunt pod nogami, wciągniętego w spiralę własnych podejrzeń i lęków. Szczególnie cenne jest to, jak aktor operuje ciszą, zawieszeniem i reakcją. Śmiech widowni nie bierze się wyłącznie z tekstu, ale z bezradnych spojrzeń, drobnych gestów, chwil, w których Arnaud próbuje zrozumieć świat, który nagle przestał być logiczny. To kreacja bardzo świadoma, podszyta autoironią i pozbawiona taniej farsowej ekspresji. Dzięki temu Arnaud nie jest jednowymiarowym zazdrośnikiem, lecz bohaterem uwikłanym w sytuację, którą sam stworzył.

Barbara Kurdej-Szatan jako Marion wnosi do spektaklu potrzebną równowagę, ale widać, że nie wierzy w to co się dzieje. Jej bohaterka pozostaje emocjonalnie wiarygodna mimo narastającego absurdu, reaguje naturalnie, z lekkością i energią. Bohaterka nie jest jedynie pretekstem do męskich nieporozumień, lecz aktywną uczestniczką wydarzeń, wokół której koncentrują się relacje i napięcia.

Magdalena Wójcik w roli Catherine znakomicie dopełnia całość. Jej obecność zaostrza farsowe sytuacje, dodaje im dynamiki i smaku. To postać, która mogłaby łatwo stać się przerysowana, ale Magdalena Wójcik prowadzi ją z wyczuciem i humorem, dbając o tempo i precyzję reakcji.

Reżyseria Wojciecha Adamczyka opiera się na dyscyplinie i rytmie. To farsa prowadzona pewną ręką, bez chaosu i przypadkowości. Aktorzy mają przestrzeń do grania, ale nie wychodzą poza ustalone ramy, co pozwala spektaklowi zachować lekkość i klarowność. Scenografia i kostiumy Katarzyny Adamczyk wspierają tę konstrukcję, są funkcjonalne i sprzyjają szybkim zmianom tożsamości. Publiczność reaguje żywiołowo, często śmiechem wyprzedzającym puenty. Tempo bywa zawrotne, ale nigdy nie wymyka się spod kontroli. W pewnym momencie widz przestaje analizować, a zaczyna podążać za rytmem przedstawienia, co w farsie jest oznaką sukcesu.

„Genialny pomysł” w Teatrze Capitol to dowód na to, że farsa może być gatunkiem wymagającym i wysmakowanym. Dzięki znakomitym kreacjom aktorskim, spektakl nie jest jedynie serią gagów, ale precyzyjnie zbudowanym wydarzeniem teatralnym, które bawi, imponuje rzemiosłem i daje widzowi prawdziwą przyjemność odbioru.