Magia w kolorze szmaragdu, „Wicked” w Teatrze Muzycznym ROMA

Musical „Wicked” w warszawskiej Romie wciąga w swój szmaragdowy świat już od pierwszej sceny. Jest tu baśniowo, trochę mrocznie i bardzo poruszająco, a zamiast budować wielkie i ciężkie dekoracje, twórcy zdecydowali się na wykorzystanie multimedialnych wizualizacji oraz ekrany LED, które wypełniają całą przestrzeń. Spektakl zaczyna się od mocnego uderzenia – triumfalne świętowanie po śmierci złej czarownicy, tłum wiwatujących Ozjan i Glinda. Dopiero z biegiem akcji widz poznaje zielonoskórą Elfabę. Okazuje się, że to samotna dziewczyna, z góry skreślona przez otoczenie. Ale jej wyobcowanie wcale nie przytłacza obserwatora. Wręcz przeciwnie – jest tak prawdziwe i nabuzowane emocjami, że od razu czuć, że na scenie wydarzy się coś niezwykłego. Zofia Nowakowska (niestety widzowie już jej w tej roli nie zobaczą) to jako Elfaba absolutny geniusz. Stworzyła kreację pełną prawdy, a wokalnie to jest jakaś potęga. Słynny lot Elfaby w inscenizacji Romy autentycznie wgniata w fotel. Sposób, w jaki Nowakowska operuje głosem, jej ekspresja i to tempo prowadzenia postaci – wszystko to składa się na bohaterkę pełną buntu i nieprzewidywalnej siły. Ma w sobie magnetyzm, po prostu nie da się oderwać od niej wzroku. A zaraz potem wchodzi ona. Cała na różowo. Anna Federowicz gra Glindę z fenomenalną lekkością i głębią, pokazując aktorstwo pełne niuansów. Potrafi bezbłędnie rozśmieszać, bawi się tym swoim przerysowanym blichtrem (tu ogromne brawa za obłędne, pełne detali kostiumy Martyny Kander!), żeby za chwilę mocno wzruszyć. Śpiewa tak, że zostawia widza w zachwycie – frazy brzmią perfekcyjnie, ale wciąż naturalnie. Jej Glinda to czysta sprzeczność: z jednej strony strasznie zapatrzona w siebie, z drugiej mega krucha i wrażliwa, co z Elfabą daje wręcz elektryzujący duet. Z kolei Janek Traczyk jako Fijero wnosi na scenę fajną dynamikę, świetnie balansując między luzem młodzika a dojrzałą powagą. Jego przemiana z aroganckiego, beztroskiego księcia w kogoś, w kim odpala się autentyczna troska, wypada prawdziwie. Serce rośnie, jak się patrzy na tę ewolucję, a wokalnie Traczyk wpisuje się w ten skomplikowany świat gładko i z wyczuciem. Madame Maskudna to postać zbudowana na bardzo ciekawej wizji. Barbara Melzer jest w tej roli barwna, miejscami ostro ekscentryczna, ale pod spodem kryje się zimne wyrachowanie. Każde jej wejście udowadnia, jakie ta aktorka ma wyczucie sceny – świetnie podbija ten mroczny, wręcz polityczny wymiar całej opowieści, a jej charyzma sprawia, że nie da się tej kreacji zignorować. Karol Jankiewicz jako Boq i obie Nessarozy – Asia Gorzała i Maria Juźwin (obojętnie na którą obsadę traficie, obie są super!) dają swojemu wątkowi mnóstwo autentyczności. To nie są jacyś tam bohaterowie z tła. Ta dwójka przeżywa równolegle swój własny dramat, próbując zrozumieć nową rzeczywistość i swoje pragnienia. Ich reakcje to mieszanka ludzkiej goryczy i wrażliwości, a momenty ich interakcji w… (nic więcej nie powiem, żeby nie spoilerować, to trzeba po prostu zobaczyć). Te ich problemy rewelacyjnie kontrastują z błyszczącym światem Oz. Ogromne wyrazy uznania dla zespołu wokalno-tanecznego. Ich energia w scenach zbiorowych, ułożona w punkt choreografia Agnieszki Brańskiej i wokalna potęga tworzą mechanizm, który działa jak w zegarku. „Wicked” to widowisko, które bawi, wzrusza i świetnie wygląda, pokazując, że każdy bohater ma tu swoje znaczenie. Wychodzi się z teatru z poczuciem, że zobaczyło się coś dużego, pełnego energii i prawdy emocjonalnej. Zdecydowanie warto to zobaczyć, bo ten spektakl po prostu zostaje w pamięci.

Dodaj komentarz