Kiedy unosi się kurtyna i rozbrzmiewają pierwsze akordy orkiestry, od razu wiadomo, że to nie będzie zwykły wieczór. „Dracula” w łódzkim Teatrze Muzycznym pochłania bez reszty. Reżyser Jakub Szydłowski na nowo zinterpretował klasyczną powieść Brama Stokera, tworząc widowisko potężne, mroczne i zrealizowane z imponującym rozmachem. Widz może odnieść wrażenie, że przekracza granicę dwóch światów, w których duszna, uporządkowana atmosfera wiktoriańskiego Londynu płynnie przenika się z brutalnym koszmarem Transylwanii. To zdecydowanie jeden z tych tytułów, o których trudno przestać myśleć długo po wyjściu z teatru.

Nawet najbardziej widowiskowa oprawa nie obroni się bez znakomitej obsady, a zespół Teatru Muzycznego w Łodzi po raz kolejny udowadnia swój gigantyczny potencjał. Janusz Kruciński w tytułowej roli tworzy kreację kompletną i przemyślaną w każdym calu. Jego Dracula to postać drapieżna i bezwzględna, ale śledząc jego grę, widz może dostrzec przede wszystkim potężny tragizm i samotność istoty skazanej na wieczną tułaczkę. Aktor wokalnie i scenicznie bezapelacyjnie zawładnia przestrzenią.
Znakomitą przeciwwagą jest dla niego Piotr Płuska jako charyzmatyczny Profesor Van Helsing. To niezwykle silna postać – zdeterminowany łowca wampirów, który staje się swoistym moralnym kompasem dla reszty zagubionych bohaterów. Płuska doskonale niesie wokalny i aktorski ciężar tej wymagającej roli.


Na ogromne uznanie zasługują w łódzkiej inscenizacji role kobiece. Libretto obdarzyło bohaterki dużą sprawczością, a aktorki wspaniale to wykorzystały. Miałam okazję podziwiać obie odtwórczynie roli Miny Murray: Annę Federowicz i Joannę Gorzałę. Artystki ujęły mnie świadomością w budowaniu swoich postaci. Ich Mina nie jest zdominowaną ofiarą, lecz kobietą pełną determinacji i siły, która potrafi jednocześnie zachwycić ogromną wrażliwością w lirycznych, solowych partiach.
Z kolei Lucy Westenra w wykonaniu Oliwii Drożdżyk to na scenie prawdziwy żywioł. Aktorka z chirurgiczną precyzją ukazuje ewolucję swojej bohaterki. Widz może z fascynacją obserwować, jak na jego oczach pełna życia, zbuntowana dziewczyna przeistacza się w niebezpieczną, demoniczną kreaturę. Drożdżyk imponuje wokalnie w obu tych skrajnych, tak bardzo różniących się od siebie odsłonach.


Bardzo przekonująco wypada Marcin Franc jako Jonathan Harker. Z rosnącym napięciem obserwujemy jego dramatyczną wędrówkę – powolny upadek naiwnego prawnika, który po bezpośrednim starciu z czystym złem rozpaczliwie i chaotycznie walczy o zachowanie zdrowych zmysłów. Zupełnie inny rodzaj szaleństwa prezentuje z kolei Renfield. Widziałam w tej roli Damiana Aleksandra oraz Marka Prusisza i muszę przyznać, że obaj panowie tworzą niesamowicie gęste, balansujące na krawędzi obłędu kreacje. To niezwykle wyczerpująca szarża aktorska, wprowadzająca na scenę tak duży niepokój, że po prostu nie da się oderwać od niej wzroku.



Drugi plan bez problemu dorównuje kroku głównym bohaterom. Trio adoratorów Lucy – wyważony Jack Seward (Jeremiasz Gzyl / Kamil Olczyk), pewny siebie Quincey P. Morris (Wojciech Daniel / Kamil Kowalski) i szlachetny Arthur Holmwood (Łukasz Lenart / Michał Słomka) – wnosi do spektaklu mnóstwo energii. Panowie doskonale ze sobą współpracują, świetnie odnajdując się w męskiej, zgranej dynamice, niezależnie od tego, w jakiej konfiguracji obsadowej akurat występują.
Duszny klimat domykają Oblubienice Draculi (miałam przyjemność podziwiać Agatę Bieńkowską, Justynę Cichomską, Martynę Henke, Emilię Klimczak, Natalię Kłodnicką i Justynę Kopiszkę). Widz może poczuć prawdziwe dreszcze, gdy ich zmysłowe wokalizy łączą się z mroczną, plastyczną choreografią Jarosława Stańka i Katarzyny Zielonki.
„Dracula” w Teatrze Muzycznym w Łodzi to widowisko dopracowane pod każdym względem. Zespół serwuje nam zjawiskową opowieść, potężną muzykę i pierwszorzędne kreacje aktorskie, które wspólnie napędzają tę historię. Łódzki teatr po raz kolejny udowadnia, jak wielką siłę oddziaływania ma ten gatunek. Jeśli cenicie spektakle, które intrygują, wywołują silne emocje i długo nie dają o sobie zapomnieć – to pozycja absolutnie obowiązkowa.







