Z okazji 80. rocznicy Bitwy o Anglię Teatr Muzyczny Roma zaadaptował wystawiany na przestrzeni lat 2017-2019 musical “Piloci” do wersji koncertowej, którą mogliśmy podziwiać w poprzedni weekend września.
Musical prezentuje historię polskich pilotów – Jana, Franka, Maksa i Stefana, którzy w wyniku wybuchu II Wojny Światowej zostają wysłani do Wielkiej Brytanii, by tam walczyć o wolność. Jednak na tle tych historycznych wydarzeń jaki nam się wątek miłości Jana i Niny – wokalistki i aktorki kabaretowej. Gdy Jana przenoszą za granice kraju, ich uczucie zostaje wystawione na próbę.
Pierwszy – piątkowy koncert rozpoczęty został przemówieniem dyrektora Teatru Muzycznego Roma, a jednocześnie autora libretta i reżysera “Pilotów” – Wojciecha Kępczyńskiego wraz z autorem tekstów piosenek – Michałem Wojnarowskim, oraz gościa specjalnego – ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce – Anny Clunes.

Scenografia, w tym głównie wyświetlane na ekranach ledowych animacje, została po części odtworzona zgodnie z pierwotną formą oraz fabułą spektaklu. Wykorzystane zostały również podesty pochodzące z innych produkcji. Funkcjonalne i proste rozwiązanie, dzięki któremu wszystko razem współgrało. Zachowany na scenie minimalizm był jednym z moich ulubionych aspektów koncertowej formy “Pilotów” – bo zwyczajnie wolę, gdy na scenie jest mało scenografii, a więcej aktorów.
W odróżnieniu od spektaklu, muzyka grana na żywo przez orkiestrę nie wydobywała się z tzw. kanału, gdzie zwykle możemy znaleźć muzyków, lecz prosto ze sceny. Członkowie orkiestry zostali usadzeni tak, by nie zaburzało to pracy aktorów. Co więcej – dzięki odpowiednio dobranej, wcześniej już wspomnianej scenografii, razem z dyrygentem – Jakubem Lubowiczem – idealnie wpasowywali się w przestrzeń sceny.
W rolach głównych na scenie mogliśmy oglądać:
Janka Traczyka (Jan),
Zofię Nowakowską (Nina),
Jana Bzdawkę (Prezes),
Martę Wiejak (Alice),
Michała Bronka (Hans),
Jeremiasza Gzyla (Franek),
Andrzeja Skorupę (Maks),
Piotra Janusza (Stefan),
Sylwię Banasik-Smulską (Nel),
Marię Juźwin (Ewa),
Krzysztofa Bartłomiejczyka (Porucznik Pilkington),
Krzysztofa Cybińskiego (Pułkownik Brown),
Wojciecha Machnickiego (Lord Stanford),
Wiktora Korzeniowskiego (Howard),
Agatę Bieńkowską (Miss Pinky),
Martę Burdynowicz (Mary),
Kubę Stracha (Wojtek)
oraz
Basię Gąsienicę Giewont, Małgorzatę Kampę, Natalię Krakowiak, Justynę Ostach, Joannę Sikorską, Mariusza Bocianowskiego, Jarosława Derybowskiego, Roberta Kampę i Michała Piprowskiego.
W koncertowej wersji musicalu “Piloci” pojawiły się również dodatkowe role, ale o nich zaraz. Najpierw chciałabym odnieść się do kilku piosenek i scen, które z różnych względów szczególnie zapadły mi w pamięć.
Gdy tylko na sali rozległy się pierwsze dźwięki uwertury, dostałam ciarek. Momentalnie wróciły też wspomnienia ze wszystkich obejrzanych przeze mnie spektakli. Podczas pierwszej piosenki – “To dziś, to tu” zaparło mi dech w piersiach, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy, ponieważ, zaraz po za “Za rok, za dwa”, jest to moim zdaniem najlepsza zbiorówka tego musicalu, a jej niewątpliwym atutem jest świetna choreografia i atmosfera przenosząca widza na warszawski rynek roku 1939.

Piosenką, która ogromnie mnie zaskoczyła, była “Vaterland”. Oglądając tę scenę w spektaklu za każdym razem czułam się dość nieswojo i nie przepadałam za tym utworem. Odnoszę wrażenie, że twórcy przedobrzyli tam nieco ze scenografią, przez co sprawiała wrażenie dość kiczowatej. Dlatego plusem wersji koncertowej była skromność i swojego rodzaju kameralność, dzięki którym wreszcie mogłam skupić się na przekazie piosenki, a nie na tym, co działo się wokół na scenie.
Kolejną ze scen, które podczas koncertu wywarły na mnie szczególne wrażenie, była “Zabawa”. W osobach muzycznego bandu (w skład którego podczas koncertu weszły Maria Juźwin, Natalia Krakowiak oraz Sylwia Banasik-Smulska) wprowadza nas ona do angielskiego baru, w którym piloci odrywają się od wojennej rzeczywistości. Panuje tam radość i beztroska, wszyscy zdają się czerpać w tym momencie z życia możliwie najwięcej. Cała scena jest bardzo dynamiczna i żywiołowa, zachowane zostały w niej układy choreograficzne obecne w spektaklu. Pomimo świadomości bohaterów co do wciąż obecnego zagrożenia ze strony nazistów, jest to prawdopodobnie najweselsza scena całego musicalu.
Sceną, o której warto wspomnieć, choć nie będzie to długa wzmianka, jest “Angielska herbata”. Sama ta scena jest jedną z moich ulubionych w musicalu, jednak na potrzeby koncertu, ku zdumieniu widzów, twórcy dodatkowo zaangażowali do niej dyrygenta, dzięki czemu stała się jeszcze bardziej zabawna.

Następujący po niej duet Marty Burdynowicz i Piotra Janusza w piosence “Azaliż” również rozbawił mnie do łez, jednocześnie zachwycając. Sama scena ukazuje jak łatwo można się w kimś zakochać, nawet jeżeli początkowo myśli się o nim jedynie jako o – chociażby – pacjencie. Wisienką na torcie były tu piękne i zgrane głosy aktorów – uważam, że powinni grać więcej wspólnych scen.
Przy wspomnianej już wcześniej piosence “Za rok, za dwa” zawsze mam dreszcze powodowane emocjami, jakie ona przekazuje. Łączy w sobie wspomnienie bolesnej przeszłości bohaterów z ich obawą o teraźniejszość i nadzieją na lepszą przyszłość. Odniosłam wrażenie, że wersja koncertowa jeszcze bardziej spotęgowała zawarte w niej emocje – być może dlatego, że tak dawno nie słyszałam tej piosenki na żywo. Bardzo dobrze zgrane ze sobą głosy artystów były dopełnieniem tego utworu.

Kolejna scena wzbudziła dezorientację zarówno we mnie, jak i w pozostałych widzach obecnych na sali. Mowa tu o piosence “Porządek musi być”, która finalnie nie weszła do spektaklu. Scena nawiązuje do spotkania tzw. wielkiej trójki – Józefa Stalina, Winstona Churchilla oraz Franklina Delano Roosevelta, na konferencji jałtańskiej. W role przywódców koalicji antyhitlerowskiej wcielili się Paweł Mielewczyk, Michał Bronk i Wojciech Socha. Aktorzy wystąpili w dużych maskach przedstawiających twarze swoich bohaterów, które początkowo wzbudzały niepokój. Jednak sama piosenka i fakt wprowadzenia tej sceny do programu koncertu podobały mi się. Była czymś świeżym i nowym w tak dobrze znanej przeze mnie fabule. Dodatkowym elementem zaskoczenia była pojawiająca się w trakcie piosenki postać sprzątaczki (w tej roli Maria Jóźwin), która z jednej strony wprowadzała nieco humoru, a z drugiej – nadawała całości dość gorzki wydźwięk.
Zakończenie, odmiennie niż miało to miejsce w spektaklu, nie uwzględnia postaci Prezesa stającego na drodze zakochanym. Było proste, ale w piękny sposób przypieczętowało miłość Janka i Niny. Wzbudziło to we mnie bardzo pozytywne emocje, choć też było niemałym zaskoczeniem. Żałuję, że nie zostało wybrane na oficjalne zakończenie musicalu, ponieważ podobało mi się o wiele bardziej od tego, co wcześniej widziałam na scenie.
Wspomnę jeszcze krótko o aktorach. Zaczarowali mnie swoimi głosami, a ich fantastyczny śpiew pomógł mi odbyć muzyczną podróż w czasie.
Poprosiłam kilkoro z nich o przedstawienie swoich odczuć względem powrotu na scenę z tym tytułem:
Najważniejsze w tym powrocie było spotkanie z ludźmi. Z niespotykaną obsadą. Nadal uważam i uważać będę, że w „Pilotach” udało się stworzyć zespół marzeń. Jeszcze nigdy – ani wcześniej, ani później – nie spotkałem się z czymś podobnym. Cudownie było znów się spotkać i stanąć na jednej scenie. A jeśli chodzi o mnie, to w każdą rolę wkładam cząstkę siebie. Miło jest powrócić i poczuć tę cząstkę. Lubię postać Franka – chociaż ma wiele wad, to poczciwy chłopak. Podczas koncertu wspomnienia powróciły i mam nadzieję, że jeszcze powrócą! – Jeremiasz Gzyl
Tych koncertów z pewnością nigdy nie zapomnę bo było to moje pierwsze wyjście na scenę po narodzinach córki. Natomiast możliwość wyjścia z domu i powrót do tego właśnie tytułu spowodowały, że zarówno podczas prób, jak i spektakli, wręcz rozpierała mnie energia, pomimo czterech miesięcy nieprzespanych nocy. – Natalia Krakowiak
To był dla mnie więcej niż jeden powrót. Po pierwsze, po urwanym sezonie 2019/2020, wróciłem na scenę. Po drugie, koncert był w pewnym sensie rozpoczęciem sezonu 2020/2021, który łatwy nie będzie – kto wie, co nas spotka? Po trzecie – powrót materiału, który bardzo lubię i który sprawił, że znalazłem się na Dużej Scenie Teatru Muzycznego ROMA. W koncertowej wersji „Pilotów” zostałem dołączony do kolejnych utworów i choreografii, i jest to dla mnie jeszcze większa radość.
W tym roku obchodzę wyjątkowy, jubileuszowy dziesiąty rok pracy zawodowej. Rozpocząłem go na Dużej Scenie Teatru Muzycznego ROMA, podczas gdy swój pierwszy sezon rozpocząłem na Novej Scenie tego Teatru. Towarzyszy mi więc dużo pozytywnych emocji związanych z tym powrotem. – Wiktor Korzeniowski
Powrót do „Pilotów” był dla mnie bardzo bardzo miły i wiązał się z dużą dawką wzruszeń, śmiechu, spotkań z ludźmi, których bardzo lubię i cenię, a także z pierwszym po kwarantannie bezpośrednim kontaktem z teatrem… Myślę, że wszyscy byliśmy poruszeni tym faktem, że mogliśmy wrócić do naszej ukochanej przestrzeni, „drugiego domu” i postawić, po blisko pół roku przerwy, stopy na scenie… Koncerty wspominam niezwykle ciepło i cieszę się, że w grudniu do nich wrócimy – Marta Burdynowicz
Jakie uczucie… Wrócić do wspomnień, które przynoszą radość – bezcenne. Wrócić w dobie pandemii na scenę – unikatowe. Koncerty pełne były wspaniałej energii, uroczyste i magiczne. Z przyjemnością wrócę do nich ponownie. – Jan Bzdawka
Powrót na scenę po ponad półrocznej przerwie był dla mnie niezwykle emocjonalnym i wzruszającym przeżyciem. Powrót do wspaniałego zespołu, do tego tytułu i do naszej ukochanej widowni dodatkowo spotęgował te odczucia… Mam wrażenie, że czuliśmy ekscytację prawie jak przed premierą.
Dodatkowo świadomość, w jak dziwnych i niepewnych czasach żyjemy, każe nam cieszyć sie każdą chwilą na scenie, bo nie wiadomo, jak długo ona potrwa… Mam jednak ogromną nadzieję, że Miss Pinky z „Pilotami” powrócą jeszcze na scenę naszego teatru. – Agata Bieńkowska
Powrót był niesamowity. Aż cieżko uwierzyć, jak bardzo. Już pożegnałem ten tytuł. Była to spora niespodzianka, spotęgowana przez pandemiczny głód sceny. Wspaniale było znowu przeżyć tę historię. Bardzo chętnie grałby, te koncerty co jakiś czas, to wielka frajda. – Janek Traczyk
Równocześnie z koncertami teatr wydał “Pilotów” w formie nagrania na DVD i Blue-Ray. Jest to pierwszy nagrany spektakl w historii Teatru Muzycznego ROMA i można go kupić zarówno w kasie teatru, jak przez ich sklep internetowy oraz sieć sklepów Empik.
A co do “Pilotów” w wersji koncertowej – Teatr zapowiedział już ich powrót na scenę! Najbliższe koncerty odbędą się w dniach 8-10 grudnia, więc bez zwlekania kupujcie bilety i przychodźcie!
Teatr Muzyczny Roma na najwyższym poziomie dba o bezpieczeństwo swoich widzów, wymagając wypełnienia specjalnego oświadczenia dotyczącego stanu zdrowia, jak i noszenia maseczek bądź przyłbic. Na teatralnych korytarzach można znaleźć dozowniki z płynem do dezynfekcji rąk, natomiast na widowni zachowywana jest bezpieczna odległość między widzami – bilety sprzedawane są zawsze na co drugie miejsce.