Teatr Muzyczny Proscenium powstał w 2021 roku z inicjatywy zarządu Fundacji Artystycznej Proscenium. TM Proscenium to teatr pasjonatów, miejsce gdzie zaciera się granica miedzy amatorsko wystawianymi musicalami, a zawodowym światem teatru. W zespole teatru znajdziemy uznanych już artystów, studentów aktorstwa, a także osoby wykonujące na co dzień inne zawody. Kierownikiem Artystycznym Teatru jest Antoniusz Dietzius.

Proscenium postanowiło wystartować z klasą, ale jednocześnie z czymś, czego polska publiczność nie widziała. Zadebiutowali pokazując widzom spektakl „Little Shop Of Horrors”. Historia młodego botanika (Seymour Krelborn), który wyhodował krwiożerczą roślinę – nazwaną Audrey II. W tym spektaklu nie znajdziemy popularnego motywu „love story”, ale w zamian za to oglądamy jak Seymour zmaga się z dylematem i próbuje przeciwstawić się roślinnemu potworowi. W produkcji teatralnej udział biorą pasjonaci teatru muzycznego, którzy wkładają w swoje postaci bardzo dużo serca i zaangażowania. To jest dla mnie piękne!
Teraz trochę zachwytów, bo obsada zagrała niczym doświadczeni profesjonaliści rodem z Broadway’u.
Moją uwagę przykuła aktorka grająca Audrey (Aleksandra Kołodziej), która hmm ożywiła swoją postać nadając jej realizm i przedstawiając ją jako roztropną, ale w momentach gdy było to potrzebne zgrywała słodką idiotkę.
Przy chwaleniu postaci nie można zapomnieć o Orinie Scrivello (Mikołaj Kisiel), dentyście-sadyście, który znęca się nad Audery – swoją dziewczyną. Czy wiedzieliście, że doktora nauk stomatologicznych, gra aktor, który z zawodu jest właśnie dentystą? Bo kto lepiej zagra stomatologa od stomatologa z krwi i kości? A krew i kości w tym spektaklu mają swoją rolę.
Bardzo mi się spodobały elementy techniczne: scenografia, charakteryzacja oraz kostiumy. Osoby odpowiedzialne za dekory i efekty wizualne wykonały kawał świetnej pracy. Podczas spektaklu pojawiają się cztery etapy rozwoju Audrey II i to w jaki sposób została wykonana roślina z każdego z tych etapów jest genialne! Precyzja, dbałość o najmniejsze szczególiki – twórcy stanęli na najwyższym poziomie profesjonalizmu. Kolejnym plusem do tej produkcji jest aspekt akustyczny. Dało się wszystko zrozumieć, zachowała się równowaga między brzmieniem bandu muzycznego, a zespołem aktorskim.
W pierwszych minutach spektaklu, niemal odrazu odczułam, że tłumaczenie tekstów piosenek oraz kwestii wypowiadanych „na sucho” zostało wykonane z pewną autorską koncepcją, ale! cały czas trzymało się oryginalnej wersji scenariusza.
Ja osobiście bardzo się cieszę, że miałam okazję zajrzeć do Sklepiku z Horrorami, co i Wam polecam. Kolejna okazja na wizytę w Downtown już w maju! Bilety🎫
Aaa, zapomniałam dodać, że Sklepik z Horrorami jest grany w warszawskiej Scenie Relax.