Długo zwlekałam z napisaniem drugiej wersji moich wrażeń dotyczących Aidy, wcześniejsze wpisy, choć nie odzwierciedlają moich aktualnych wrażeń, zostaną na blogu.
Aida, wielki powrót, nowe odkrycia i nowe przemyślenia. Odnalazłam swoją idealną trójkę głównych bohaterów i pozostanę przy niej. Po obejrzeniu wszystkich odtwórców głównych ról, mam już wyklarowaną sytuację obsadową. Kiedy szłam na swoją pierwszy spektakl, bardzo ubolewałam nad brakiem Anastazji Simińskiej w obsadzie, dlatego zdecydowałam się na ponowne pójście na ten tytuł. Trafiłam, Anastazja w obsadzie. Czytałam mnóstwo pozytywnych opinii i zachwytów na temat tego, jak gra, więc byłam bardzo podekscytowana. Jednak czegoś mi brakowało, nie wiedziałam czego. Po kolejnej obejrzanej Aidzie (wtedy w tej roli miałam inną aktorkę) już wiedziałam, czego mi brakowało!, Brakowało mi prawdziwego Radamesa, jakim okazał się Paweł Mielewczyk. Bardzo długo wyczekiwałam możliwości obejrzenia na scenie duetu Anastazja & Paweł. W końcu się doczekałam. Nastąpiło uroczyste wznowienie tytułu, bez zastanowienia kupiłam bilet. Okazało się, że w obsadzie znaleźli się Anastazja i Paweł — po spektaklu wyszłam z teatru z myślą, że to było coś, czego absolutnie potrzebowałam!
Aida — Anastazja Simińska
Anastazja, kreując swoją postać, zakłada misternie utkaną suknię pełną talentu, prawdy i autentyczności. Materiał potrzebny do uszycia szaty będącej uosobieniem nubijskiej księżniczki jest niezwykle prosty, ale jednocześnie bardzo trudny do stworzenia. Podstawą do zbudowania silnej i pewnej siebie kobiety jest bycie odważną i nieugięte trwanie przy swoim. Ważnym uzupełnieniem tego jest opanowanie, myślenie najpierw o innych i ukrywanie własnej tożsamości. Potrzeba jeszcze czegoś, co w musicalu niezbędne — czegoś, co będzie wykończeniem, taką złotą nitką, przez którą przepłyną emocje i myśli Aidy. Tym czymś jest mocny i potężny głos, którym włada Anastazja Simińska.
Oglądając jej Aidę na scenie, zauważyłam kilka pięknych, acz trudnych momentów, kiedy oczy nubijskiej księżniczki błyszczały od pojawiających się w nich łez.

Radames — Paweł Mielewczyk
Nie byłam przekonana do Pawła w tej roli, a wręcz unikałam spektaklu z jego nazwiskiem wśród odtwórców ról głównych. Za to podziwiałam go w zespole, ponieważ tam wybijał się spośród pozostałych i to było coś niezwykłego. Kilkukrotnie złapałam się na tym, że zamiast obserwować przemiany zachodzące u głównych bohaterów, skupiałam się na jego roli zespołowej. Ciekawość wzięła górę i postanowiłam jednak zobaczyć go jako Radamesa. Pod względem wizualnym Paweł zdecydowanie wygrywa z pozostałymi odtwórcami tej roli. Emocje, które ma jego Radames, są takie ludzkie i autentyczne — a ja jestem absolutną fanką tego typu przekazu emocjonalnego. Poza tym Paweł posiada charakterystyczną specyfikę gry i jego Radames jest charyzmatyczny, co przekłada się na fakt, np.:pociąga za sobą swoje wojska. W inny sposób pokazuje to, że żołnierze są mu posłuszni. Pod względem wokalnym jest fantastycznie i czuć przepływ emocji. Za każdym razem, gdy wybrzmiewa utwór “Gwiazdy piszą los” oraz “Ludzki los” ja czuję kumulacje mocnych uczuć w krótkim czasie.

Amneris — Agnieszka Przekupień
Odniosłam wrażenie, że ilość sukienek, jakie posiada Amneris, odzwierciedla etapy przemiany księżniczki wraz z rozwojem spektaklu. Jednak łatwo jest się pogubić w tej postaci, ponieważ granica między graniem głupiutkiej a niemądrej jest bardzo cienka. Fenomenem aktorskim w roli Amneris jest dla mnie Agnieszka Przekupień. Egipska księżniczka w jej wykonaniu ma w sobie połączenie delikatności, naiwności, mądrości i roztropności. Amneris w pewnym sensie pełni rolę przewodniczki i narratorki przedstawienia — jest taką klamrą, która rozpoczyna i okala końcówkę spektaklu. Po raz pierwszy pojawia się jako posąg na wystawie w muzeum. Następnie przenosi widza w czasie do momentu, gdy Egipt prowadził wojnę z Nubią. Kiedy zostaje po raz pierwszy oficjalnie przedstawiona, sprawia wrażenie płytkiej, krzykliwej i mającej obsesję na punkcie mody. Jednak gdy zostaje sama, okazuje się, że to tylko fasada, maska ukrywająca jej lęki i niepewność. Mimo że jest księżniczką najpotężniejszego państwa swojej epoki, jest bardzo słodka i życzliwie traktuje swoje służące, a Aidę uważa za swoją najbliższą przyjaciółkę.

Zespół taneczny oraz zespół wokalny
W musicalach (i nie tylko) zespół — w tym przypadku mowa o zespole wokalnym oraz tanecznym — jest niezwykle istotny. Ktoś może zapytać: dlaczego? Dlatego, że gdyby nie one to spektakl pokroju „Aidy” nie miałby sensu, ponieważ strategia spektaklu straciłaby korpus. Porównanie: ciało nie może funkcjonować bez pewnych elementów, tak samo spektakl nie może funkcjonować osób z zespołów. Główni bohaterowie oraz zespoły tworzą zgrany kolektyw.
Choreografia
Choreografię ułożyła Agnieszka Brańska, uwielbiam oglądać na scenie jej „taneczne wymysły” stworzone do spektakli. Kto słuchał spektaklowego soundtracku, ten wie, że stylistyka muzyki napisanej do „Aidy” jest zmienna. Choreografka wykorzystała ten fakt i sprawiła, że poprzez taniec artyści mogli jeszcze bardziej spotęgować emocje towarzyszące odgrywanym przez nich bohaterom. W swoich układach bardzo dobrze połączyła ze sobą skrajnie różne gatunki tańca, w tym hip-hop i jazz.
Scenografia
Motywem przewodnim scenografii jest piasek – w końcu Egipt to kraj pustynny. Scenograf – Mariusz Napierała – zainspirował się nim i zastosował go w całości wystroju sceny. Scenografia nie jest jednak „bezkształtem”, wszystkie jej elementy składają się w geometryczną całość. Na scenie panuje minimalizm. Gdy oglądałam spektakl pierwszy raz, to rozwiązanie niezbyt mi się podobało, było za proste w zestawieniu z tak bogatym w treść całokształtem. Kolejne spektakle pokazują mi, że w „Aidzie” pod kątem scenografii wszystko się równoważy i daje finalnie fantastyczny efekt.
Podsumowując,
“Ludzki los, to zawiła jest gra’… za pierwszym podejściem nie spodziewałam się, że “Aida” zostanie przeze mnie obejrzana kilkukrotnie. Myliłam się. Stwierdziłam, że na jednej wizycie w Egipcie się skończy. Dlaczego? ”Aida” jest spektaklem, który za każdym razem będzie wzbudzać u mnie potężne emocje.