Wpis na ZAKOŃCZENIE ”Waitress”.

Nie wiem od czego zacząć….
Miałam Was zaprosić na ostatnie spektakle „Waitress”, jednak wpis będzie miał inny charakter.
Materiał „Kelnerki” towarzyszy mi od początku pandemii, ogrom godzin spędzonych przy zapętlaniu „She used to be mine”. Spektakle youtubowe z tego materiału znam prawie na pamięć.
Wiosna 2021, ogłoszenie nowego tytułu w warszawskiej Romie. Pada hasło: WAITRESS. Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa! Moje największe marzenie (na tamten moment) właśnie mialo się spełnić!! Wraz z kolejnymi etapami przygotowań rosła we mnie piękna niepewność, która dotyczyła wszystkiego: kto zagra, jak będzie na scenie, jak to się będzie oglądało.
Ogłoszono obsade, matko święta, myslalam ze z butów wyskoczę! Same znajome i cenione przeze mnie osoby.
Nieoczekiwanie i przedpremierowo miałam okazje zobaczyć pierwszy pokaz dla publiki. Jakie to było szczęście! Przeleciałam ponownie, dla przypomnienia, doskonale znanej mi, fabuły i z walącym z ekscytacji sercem poszłam do teatru. Iiiii od tamtej pory jestem jeszcze bardziej zafiksowana na punkcie WAITRESS, o czym świadczy liczba obejrzanych przeze mnie spektakli.
Wraz z dużą częstotliwością oglądania „Kelnerki” zauważyłam, że ze spektaklu na spektakl następuje coraz większy rozkwit postaci.
Przykładowo: Jenna zaczyna żywo reagować na sytuacje, Dawn z coraz większą śmiałością rozmawia ze Spoxem, który to czuje się przy niej coraz swobodniej, Becky, która staje się bardziej bezczelna, ale mimo to jest silną kobietą z bagażem doświadczeń na plecach.
Niestety, wszystko co piękne szybko się kończy… jak grom z jasnego nieba spadła na mnie informacja o zdjęciu tytułu z afisza. Tkwi we mnie smutek, ponieważ oznacza to w pewien sposób ograniczenie kontaktu z ludźmi z którymi się zżyłam i zaprzyjaźniłam.

Po obejrzeniu tego spektaklu przez fanów musicalu w Polsce, czytałam generalnie zle opinie. Były głosy, ze przeciętnie zrobiona produkcja, że d**y nie urywa, że tancerze niepotrzebni, żeby już zamykali piekarniki i by Egipt szybko wrócił.
Szczerze? Podczas czytania każdego takiego komentarza, czułam jakby ktoś mi (mi jako widzowi, który jest oddany temu tytułowi) wbijał szpilki w plecy.
Teraz pozwole sobie wyrazić swoje zdanie.
Uważam, że człowiek, który obraca się w temacie teatru, czyli np.: chodzi na spektakle, a wyraża się w taki sposób, jak wyżej, na temat czegoś, w co zostało włożone mnóstwo pracy, zapomniał co to jest szacunek. Owszem, NIE KAŻDEMU musi się ten materiał podobać, ale uważam, że warto docenić pracę, jaką włożono w przygotowanie oraz to, by teatr grał! Ludzie, oni (aktorzy) naprawdę wkładają w każdy spektakl dużo serca i pracy. Warto to docenić…
Będę bronić tego tytułu, ponieważ wniósł do mojego życia ogrom(!) wartości! Pokazał, że kobieta, która doświadcza przemocy, nie musi być przywiązana do mężczyzny aż do grobowej deski.
Przede wszystkim mamy tu obraz wyraźnej przemiany. Jenna, która jest pogodzona ze swoim zyciem, w pewnym momencie postanawia zerwać trudną i okupioną smutkiem przeszłość, by skupić się na nowym życiu – tym które nosi pod sercem oraz tym, które ma zaraz zacząć. Niesamowita jest siła drzemiąca w tej bohaterce.
Chciałabym tutaj podziękować Zosi Nowakowskiej, za jej bohaterkę. Postać miała w sobie prawdę oraz autentyczność i za każdym razem była prowadzona w troszeczkę inny sposób. Pojawiły się np.: żywe reakcje na bieżącą sytuacje sceniczną. Tak dobrze zabudowanej postaci towarzyszył piękny głos, na samą myśl o nim mam ciarki. Jestem wdzięczna mojej ciekawości, która posłała mnie na spektakl z Zosią w roli głównej.
A właśnie, Jenna – jej życie oraz przemiana. Swoją drogą, to w tym spektaklu, cała przemiana zależy od jednej sceny. Jeżeli ten moment zostanie kiepsko zagrany, to piękno tego spektaklu trochę ucieka.
W naszym kraju wiele tematów to tematy tabu i broń cię Boże ich dotykać.
Aborcja? Sex? Przemoc w domu? To tylko przykłady takich tematów.
Sceny sexu? Rzucenie bluzgą? Toż to skandal! Jak tak można?! Nie przychodzę do teatru, żeby oglądać swój dzień powszedni, wolę wskoczyć w odrealniony świat fikcji i magii i latać dywanami, oglądać romanse księżniczek i kapitanów czy też wzbić się w niebo z pilotami.

Waitress to historia bez fajerwerków, piór i cekinów, może to nie podziałało na polską publikę… Na przykładzie „Kelnerki” z przykrością stwierdzam, że polski widz niestety jeszcze nie dorósł do oglądania historii z życia wziętych i przełożonych na scenę.

Chciałabym podziękować Wszystkim i Każdemu z osobna, kto miał swoj nawet najmniejszy udział w tym spektaklu. Na scenie działo się coś innego, do czego niestety widownia w Polsce jeszcze nie dorosła. Ich strata. Dla mnie jesteście wygrani💙

Jedna odpowiedź na “Wpis na ZAKOŃCZENIE ”Waitress”.

  1. Nie oglądam wersji Romy, ponieważ jeszcze nie udało mi się osiągnąć tego poziomu fana musicali, który jeździ za spektaklami po całej Polsce (😂), ale materiał źródłowy bardzo lubię i mam nadzieję, że dane będzie mi jeszcze zobaczyć ,,Waitress”. Natomiast też zwróciłam uwagę na te wszystkie niepochlebne komentarze i mam podobne zdanie do Ciebie. Nie każdemu wszystko musi się podobać i jak najbardziej można o tym mówić i tłumaczyć dlaczego, ale słowa o tym, że powinni to jak najszybciej zdjąć i po co w ogóle grają, to dla mnie duże nadużycie, bo jednak każdy spektakl to wynik czyichś starań i dawał aktorom pracę, dzięki niemu mogli też występować i zarabiać w czasie pandemii.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do FannyBrawne Anuluj pisanie odpowiedzi